"Nauczyliśmy się cenić rzeczy za to że istnieją" - esej

Jakiś czas temu pani prezes Dolnośląskiego Związku Jeździeckiego, będąca równocześnie zawodnikiem i trenerem, zadała mi dziwne pytanie: czy mam półeczkę na puchary i medale. Pytanie to lekko mnie podenerwowało, sam pomysł zebrania kiczowatych kielichów i ceramicznych statuetek wydał mi się żenujący. Po pewnym czasie zrealizowałam ten pomysł i wystawiłam puchary, które trwały w swojej małej, ale upartej godności, powodując lekki estetyczny dyskomfort. Teraz popatrzyłam na nie z innej perspektywy, trochę dojrzalszej.

Jakiś czas temu pani prezes Dolnośląskiego Związku Jeździeckiego, będąca równocześnie zawodnikiem i trenerem, zadała mi dziwne pytanie: czy mam półeczkę na puchary i medale.

Pytanie to lekko mnie podenerwowało, sam pomysł zebrania kiczowatych kielichów i ceramicznych statuetek wydał mi się żenujący. Po pewnym czasie zrealizowałam ten pomysł i wystawiłam puchary, które trwały w swojej małej, ale upartej godności, powodując lekki estetyczny dyskomfort. Teraz popatrzyłam na nie z innej perspektywy, trochę dojrzalszej. Każdy puchar ma inną historię, przypomina mi o wzlotach i upadkach oraz, że nie zawsze było z górki. Opowiada historię mnie jako zawodnika-dokładniej mowiąc naszej pary-mnie i mojego konia (nomen omen noszącego wdzięczne imię Diabolo) i zarazem partnera. W relacji z koniem zawsze dostawałam dokładnie tyle, ile dawałam od siebie. Z perspektywy czasu z pewnością mogę stwierdzić, że koń to najlepszy nauczyciel pokory i życia.

Warto tu wspomnieć, że ojciec eseju, Montaigne po upadku z konia stworzył swoje “Próby”. Nie ukrywam, że to był główny powód, dla którego sięgnęłam do jego esejów. Tu pozwolę sobie przytoczyć fragment jego rozważań, które mogą stanowić komentarz do „półeczki z honorami”: “…jeździectwo rzeczywiście jest szkołą odnajdywania równowagi między spokojem a zdecydowaną reakcją, refleksem a relaksem, stawianie wymagań a świadomością ograniczeń”. Montaigne podkreśla doświadczenie utraty kontroli nad koniem, które w jeździectwo jest nieuchronnie wpisane. Sztuka jazdy konnej, podobnie jak sztuka życia, ostatecznie okazuje się sztuką utraty kontroli i niemal stoickiego odróżniania tego, co od nas zależne, od tego, co niezależne.

W przeciwległym rogu mojego pokoju leży mata. Moja pierwsza mata do jogi, która towarzyszyła mi w odkrywaniu świadomości ciała i umysłu. Praktykę jogi zawsze rozpoczynam od rozwinięcia maty- o zielonej neonowej barwie dodaje mi energii. Nie jest to mata profesjonalna, ale przypomina mi o wszystkich praktykach-tych wyjazdowych, tych na plaży, tych z moich psem, które żartobliwie nazywałam dogojoga. Hinduski traktat o jodze Hathajogapradipica daje pierwszeństwo ciału fizycznemu, które jest podporą egzystencji duszy i jej aktywności. Czystość umysłu jest niemożliwa bez czystości ciała, w którym funkcjonuje i któremu podlega.

“Nauczyliśmy się cenić rzeczy za to że istnieją” - zdanie to wyrwane nieco z kontekstu było dla mnie niezrozumiałe dopóki nie olśniło mnie, że istotne w nim jest słowo istnieją, czyli rzeczy stanowią przeciwieństwo transcendencji, idei, które nigdy nie są doskonałe, nie mają granic i są nieuchwytne. Cenimy rzeczy, czyli przedmioty namacalne, konkretne tak jak na przykład kamyk, o którym Herbert pisze: Kamyk jest stworzeniem doskonałym, równym samemu sobie, pilnujący swych granic. Statuetki i mata to moje kamyki - doskonałe w swojej niedoskonałości.