
Opis Juliana Ochockiego
Charakterystyka Juliana Ochockiego 28 lat kuzyn Izabeli Łęckiej; syn siostry Tomasza Łęckiego Matka moja była aż Łęcka — rzekł z ironią — ale ojciec tylko Ochocki. nie dba o wygląd; przypomina Napoleona Bonaparte Młody człowiek, aczkolwiek wyglądał elegancko, nie był wcale elegantem; nawet nie zdawał się troszczyć o swoją powierzchowność. Miał rozrzucone włosy, nieco zsunięty krawat, u kamizelki guzik nie zapięty. Można było domyślać się, że ktoś bardzo starannie czuwa nad jego bielizną i garderobą, z którą jednak on sam postępuje niedbale i właśnie to niedbalstwo, przejawiające się w dziwnie szlachetnych formach, nadawało mu oryginalny wdzięk.
Charakterystyka Juliana Ochockiego
- 28 lat
- kuzyn Izabeli Łęckiej; syn siostry Tomasza Łęckiego
Matka moja była aż Łęcka — rzekł z ironią — ale ojciec tylko Ochocki.
- nie dba o wygląd; przypomina Napoleona Bonaparte
Młody człowiek, aczkolwiek wyglądał elegancko, nie był wcale elegantem; nawet nie zdawał się troszczyć o swoją powierzchowność. Miał rozrzucone włosy, nieco zsunięty krawat, u kamizelki guzik nie zapięty. Można było domyślać się, że ktoś bardzo starannie czuwa nad jego bielizną i garderobą, z którą jednak on sam postępuje niedbale i właśnie to niedbalstwo, przejawiające się w dziwnie szlachetnych formach, nadawało mu oryginalny wdzięk.
Młody człowiek nie dosięgną jeszcze lat trzydziestu i rzeczywiście odznaczał się niezwykłą fizjonomią. Zdawało się, że ma rysy Napoleona Pierwszego, przysłonięte jakimś obłokiem marzycielstwa.
- wykształcony; ukończył studia przyrodnicze i mechaniczne
Ach, czem ja się nie zajmuję!… — odparł Ochocki. — Fizyką, chemią i technologią…
Przecież skończyłem wydział przyrodniczy w uniwersytecie i mechaniczny w politechnice…
- wynalazca; marzy o zbudowaniu maszyny latającej
Udało mi się trochę ulepszyć mikroskop, zbudować jakiś nowy stos elektryczny, jakąś tam lampę…
Wszakże pan myślał kiedyś o machinach latających?… Nie o kierowaniu balonami, które są lżejsze od powietrza, bo to błazeństwo, ale — o locie machiny ciężkiej, napełnionej i obwarowanej jak pancernik?… Czy pan rozumie, jaki nastąpiłby przewrót w świecie po podobnym wynalazku?…
- najchętniej zajmowałby się tylko nauką; jest wręcz jego obsesją; czas nie spędzony na nauce jest dla niego czasem straconym
Straciłem dwa miesiące na rybach, grzybach, bawieniu dam i tym podobnych głupstwach… Inni przez ten czas jeździli balonem… Wybierałem się do Paryża, ale prezesowa tak nalegała, żebym u niej wypoczął… I pięknie wypocząłem… Zgłupiałem do reszty… Już nawet nie umiem myśleć porządnie… straciłem zdolności… Eh! dajcie mi święty spokój z rydzami… Jestem taki zły!…
- samotny, wyobcowany; nikt oprócz Wokulskiego nie podziela jego pasji
Wokulski jest chyba jedynym człowiekiem w Warszawie, z którym można o tym mówić.
- krytyczny wobec własnej klasy, nie liczy się dla niego pochodzenie
Chcieliby coś robić, mają nawet rozum i ukształcenie, ale… energii brak!… Choroba woli, panie: cała klasa jest nią dotknięta… Wszystko mają: pieniądze, tytuły, poważanie, nawet powodzenie u kobiet, więc niczego nie pragną. Bez tej zaś sprężyny, panie Wokulski, muszą być narzędziem w ręku ludzi nowych i ambitnych… My, panie, my jeszcze wielu rzeczy pragniemy — dodał ciszej. — Ich szczęście, że trafili na nas…
- skromny, ambitny, nie osiada na laurach, ciągle chce osiągnąć więcej:
— Więc to pan jest tym Ochockim, wynalazcą?… — Ja — odparł młody człowiek. — No, ale i cóż to znaczy?… Razem nic. Kiedy pomyślę, że w dwudziestym ósmym roku tylko tyle zrobiłem, ogarnia mnie desperacja. Mam ochotę albo porozbijać swoje laboratorium i utonąć w życiu salonowym, do którego mnie ciągną, albo — trzasnąć sobie w łeb… Ogniwo Ochockiego albo — lampa elektryczna Ochockiego… jakież to głupie!… Rwać się gdzieś od dzieciństwa i utknąć na lampie — to okropne… Dobiegać środka życia i nie znaleźć nawet śladu drogi, po której by się iść chciało — cóż to za rozpacz!…
