
Interpretacja "Procesu" Fromma
Erich Fromm, przedstawiciel kulturowego nurtu psychoanalizy, interpretuje powieść Kafki w kategoriach symbolicznych, posługując się narzędziami psychoanalizy. Strukturę powieści przyrównuje do wizji sennej, w której poszczególne obrazy zakorzenione są w rzeczywistości, ale w całości tworzą nierzeczywistą wizję. Józef K. rozpoczyna swoją opowieść od stwierdzenia, że został zatrzymany. Amerykański psycholog dostrzega dwojaki sens tego zdarzenia. W planie realistycznym bohater znalazł się pod nadzorem policji, w planie symbolicznym jego rozwój wewnętrzny uległ zahamowaniu. Ważniejsza dla Fromma przy odczytywaniu znaczeń powieści jest warstwa symboliczna.
Erich Fromm, przedstawiciel kulturowego nurtu psychoanalizy, interpretuje powieść Kafki w kategoriach symbolicznych, posługując się narzędziami psychoanalizy. Strukturę powieści przyrównuje do wizji sennej, w której poszczególne obrazy zakorzenione są w rzeczywistości, ale w całości tworzą nierzeczywistą wizję. Józef K. rozpoczyna swoją opowieść od stwierdzenia, że został zatrzymany. Amerykański psycholog dostrzega dwojaki sens tego zdarzenia. W planie realistycznym bohater znalazł się pod nadzorem policji, w planie symbolicznym jego rozwój wewnętrzny uległ zahamowaniu. Ważniejsza dla Fromma przy odczytywaniu znaczeń powieści jest warstwa symboliczna. Przyczyny zahamowania życia wewnętrznego Józefa K. są różnorakie. Bohater prowadzi nudne, monotonne, pozbawione wartości życie: jest urzędnikiem bankowym, wykonuje rutynowe, codzienne czynności, ma kochankę – prostą, nieciekawą dziewczynę. W jego życiu nie ma miłości, wartości, namiętności. Józef K. jest człowiekiem biernym, przyzwyczajonym do tego, że inni się nim opiekują (w dniu zatrzymania kucharka po raz pierwszy nie przyniosła mu śniadania). Zdaniem Fromma bohater jest człowiekiem uzależnionym od innych, biernym i niedojrzałym. W trakcie procesu Józef K. poświęca zbyt wiele uwagi opinii innych i dostaje upomnienie od nadzorcy: „(…) radzę panu mniej zajmować się nami i tym, co się z panem stanie, natomiast więcej myśleć o sobie”. Zachowanie bohatera komentuje Fromm słowami: „Nie dostrzegał, że cały problem tkwi w nim samym, że jest on jedynym człowiekiem, który może siebie ocalić i fakt, iż nie mógł pójść za radą nadzorcy, dowodził jego ostatecznej porażki”. Józef K. mimo iż jest zatrzymany, może dalej pracować w banku. Fakt ten jest dla Fromma dowodem na to, że nietwórcza praca bohatera nie ma nic wspólnego z jego egzystencją. Józef K. powoli uświadamia sobie, że jego życie pozbawione jest sensu i stara się ten sens odnaleźć. Proces ten jest według Fromma tematem utworu Kafki. Bohater ponosi jednak klęskę. Nie słucha głosu sumienia humanistycznego (wewnętrznego nakazu), ale sumienia autorytatywnego (nakazy zewnętrzne, którym należy się podporządkować – reprezentowane przez sąd). Fromm sąd postrzega jako urząd despotyczny, całkowicie skorumpowany i zdemoralizowany. Józef K. jedyny moment przebłysku prawdy przeżywa pod koniec akcji powieści. Głos sumienia humanistycznego przemawia do niego w katedrze ustami księdza. Ksiądz tłumaczy mu, że jego życie to proces: „samo postępowanie przechodzi powoli w wyrok”. Gani go także za to, że zbyt mało czasu poświęca na pracę nad sobą: „Szukasz za wiele obcej pomocy (…) a zwłaszcza u kobiet. Czy nie widzisz, że to nie jest prawdziwa pomoc?”. K. jednak nie chce poznać prawdy, w dalszym ciągu interesuje się tylko tylko tym, kto mógłby mu udzielić lepszego wsparcia w walce z sądem. Swoją niemoc kwituje słowami: „Nie mogę się jednak w ciemności sam zorientować”. Słowa te komentuje Fromm: „W przypadku K. był to istotnie tragiczny dylemat osoby, która nie może się sama zorientować w ciemności i która obstaje przy tym, iż tylko inni mogą ją poprowadzić. Szukał pomocy, lecz odrzucił jedyną pomoc, jaką ksiądz mógł mu ofiarować”. K. do końca nie potrafi dostrzec prawdy o samym sobie. Zakończenie powieści ma, zdaniem Fromma, charakter nocnego koszmaru. K. zostaje skazany na śmierć. Bohater zdaje sobie sprawę z jałowości swojego życia. Tuż przed śmiercią, dostrzegając w oknie jakiegoś przypadkowego człowieka, po raz pierwszy rozumie potrzebę przyjaźni i miłości. Zakończenie powieści Fromm interpretuje słowami: „Chociaż przez całe swe życie K. próbował znaleźć owe odpowiedzi, czy też raczej usłyszeć je od innych, w tym momencie zadawał on pytania, i to właściwe pytania. Dopiero w obliczu śmierci przerażenie wlało w niego moc pozwalającą mu uświadomić sobie możliwość przyjaźni i miłości, i – co paradoksalne – w chwili śmierci po raz pierwszy uwierzył w życie”.
