Esej o miłości

O miłości powiedziano już wiele. To właśnie ona jest motywem przewodnim większości dzieł literackich, filmowych, muzycznych. Nie ma epoki, w której twórcy nie wychwalali bądź nie przeklinali miłości. Dlaczego tak jest? Myślę, że może przyczyną jest fakt, że miłość dotyczy wszystkich ludzi, bez wyjątku. Ale czym tak właściwie jest miłość? Filozofowie, psychologowie, socjologowie od wielu wieków poszukują odpowiedzi.. Wg ks. Mieczysława Malińskiego „miłość to (…) chęć bycia potrzebnym.”. Antoine Saint Exupéry mówił, że „miłość (…) polega na wspólnym patrzeniu w tym samym kierunku”.

O miłości powiedziano już wiele. To właśnie ona jest motywem przewodnim większości dzieł literackich, filmowych, muzycznych. Nie ma epoki, w której twórcy nie wychwalali bądź nie przeklinali miłości. Dlaczego tak jest? Myślę, że może przyczyną jest fakt, że miłość dotyczy wszystkich ludzi, bez wyjątku. Ale czym tak właściwie jest miłość? Filozofowie, psychologowie, socjologowie od wielu wieków poszukują odpowiedzi.. Wg ks. Mieczysława Malińskiego „miłość to (…) chęć bycia potrzebnym.”. Antoine Saint Exupéry mówił, że „miłość (…) polega na wspólnym patrzeniu w tym samym kierunku”. Platon sądził, że „miłość to tęsknota za wiecznym jednoczeniem z drugą osobą”. Istnieje zatem niezliczone mnóstwo definicji miłości. Znanych jest też wiele rodzajów miłości. do Boga, do Ojczyzny, miłość rodzinna, miłość spełniona bądź nieszczęśliwa, miłość platoniczna lub cielesna, miłość tragiczna i wreszcie uczucie łączące kobietę i mężczyznę. Z tej ostatniej wywodzi się szczególna odrośl – miłość młodzieńcza. Miłość młodzieńcza jest doprawdy niepowtarzalna, szalona. Jest jak ulubiona piosenka, jak ukochany film – zawsze chce się myślami do niej wracać. Jest niczym najszlachetniejszy miód – napełnia nas przeszywającą słodyczą, uzależnia jakość bytu i samopoczucie młodego człowieka od chwili spotkania, nutki czułości, ciepłych słów szeptanych ukradkiem. A gdy człowieka, dla którego całkowicie tracimy głowę, nie ma w promieniu dziesięciu metrów, od stóp do głów napełnia nas nieogarniętą tęsknotą. Tęsknotą za dłońmi, za policzkami, za napadami histerycznego śmiechu, za niekowencjonalnymi pomysłami i ich realizacją, oczywiście wspólną. Nigdy nie zapomnę tego, jak przeżywałam pierwszą miłość młodzieńczą. Był to pełen sprzeczności i skrajnych emocji, chyba najbardziej burzliwy okres w moim życiu. Wiem, wszystko to brzmi dość niepokojąco, aczkolwiek ten właśnie czas, był dla mnie (do tej pory – nie wiadomo co przyniesie przyszłość) najpiękniejszym. Tak miło jest czuć, że ktoś umiera za tobą z tęsknoty. Że ktoś myśli o tobie ciągle, bez przerwy. Dla miłości młodzieńczej świat nie istnieje. A jeśli już istnieje, to nie ma żadnego znaczenia ani nic do powiedzenia. Bo kto by się tam przejmował, co sobie ludzie pomyślą? Co powiedzą? Jeśli jakoś im to pomaga, leczy to ich kompleksy - niech gadają! Najczęściej jednak miłości młodzieńczej towarzyszy niezrozumienie rodziców, bliskich. Słyszmy opinie: jeszcze przyjdzie na to czas, po co się spieszyć? Pretensje, że mało czasu spędzamy w domu a stanowczo za dużo poza nim. Na swoim przykładzie również mogłabym napisać o tym sporo. Ba, całą książkę mogłabym na to poświęcić! Ale po co? Świat rządzi się swoimi prawami, ludzie dorośli zapominają, że kiedyś też byli młodzi i popełniają te same błędy, jakie popełniali ich rodzice. Mam wrażenie, że jest to wręcz wpisane w charakter każdego człowieka dorosłego. Ale którzy zakochani, młodzi ludzie by się tym przejmowali? Oni są osobnym wszechświatem, inną, znaną tylko im galaktyką. Nie ma w niej nikogo prócz nich – dwóch, świeżych dusz, nieskażonych jeszcze „dorosłym” światem. Młodzieńcza miłość to herbaciana róża – piękna, być może delikatnie ustępująca urodą innym różom, może mniej subtelna, acz zranić kolcami może tak samo jak każda. To narkotyk, bo wciąga człowieka z całych sił, a przedawkowanie (w przypadku miłości – przedawkowanie czułości i brak rozmowy) najczęściej źle się kończy. Ale czy może ona przetrwać do grobowej deski? Myślę, że szanse na przetrwanie uczucia zależą przede wszystkim od zaangażowanych w nie ludzi. Miłość trzeba bowiem pielęgnować niczym delikatny kwiat. Utrzymanie głębokiej, silnej namiętności na długie lata wymaga wysiłku i poświęcenia. Tylko ludzie gotowi walczyć o zachowanie żaru serca mogą mieć nadzieje, ze łącząca ich miłość przetrwa wszelkie próby i przezwycięży trudności. Jednak, cytując księdza Twardowskiego, „nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości czy pierwsza jest ostatnią, czy ostatnia pierwszą…”.