Utracona miłości.

Trzydziestego stycznia dwa tysiące dziewiątego roku, dokładnie tysiąc czterysta dziewięć dni temu,pewien chłopak sprawił, że wszystko co wydawało się bez sensu, wszystko co nie miało początku, co wydawało się niczym. Każda rzecz,która w żaden sposób nie powinna zwracać uwagi. Słońce, księżyc w pełni, kolorowa tęcza. Rzeczy, które były dla mnie tylko.. rzeczami. Nieistotnymi szczegółami tego beznadziejnego świata. Doslownie.. wszystko, bylo nagle pieknem i uciecha moich dni. Nie wiem jak to mozliwe i w jaki sposob to wytlumaczyc.

Trzydziestego stycznia dwa tysiące dziewiątego roku, dokładnie tysiąc czterysta dziewięć dni temu,pewien chłopak sprawił, że wszystko co wydawało się bez sensu, wszystko co nie miało początku, co wydawało się niczym. Każda rzecz,która w żaden sposób nie powinna zwracać uwagi. Słońce, księżyc w pełni, kolorowa tęcza. Rzeczy, które były dla mnie tylko.. rzeczami. Nieistotnymi szczegółami tego beznadziejnego świata. Doslownie.. wszystko, bylo nagle pieknem i uciecha moich dni. Nie wiem jak to mozliwe i w jaki sposob to wytlumaczyc.. Te dreszcze,uścisk w żołądku, radośc, szczęście, niekończący się uśmiech. W gimnazjum wszyscy się zakochują. Ale dla mnie to nigdy nie było ważne. Dopuki nie stał się tą osobą, jaką do dziś mam w pamięci. Może to śmieszne, wiesz.. przecież miłośc to tylko miłość. Dziewczyny potrafią być w związku dziesięć razy w roku, a nawet więcej i każdemu z osobna powiedzieć te dwa słowa. Ale ja tak nie potrafię.. Do dziś pamiętam jak się uśmiechał. Każdy z jego uśmiechów. Ten kiedy chciał pokazać,że wcale nie jest mu smutno. Ten kiedy kłamał i kiedy czuł się nie zręcznie. Ten,który był dla mnie, kiedy widziałam go już z daleka. Pamiętam jego brązowe oczy. Jak widziałam w nich swoje odbicie. Pamiętam jego zapach.. do dziś jestem na niego wrażliwa. Pamiętam jego dotyk. Sposób w jaki trzymał mnie za rękę, w jaki mnie przytulał. Jego oddech, kiedy mówił, spał w moich ramionach. Jego glos. Ten zdenerwowany, radosny, przestraszony. Pamietam Go całego. Jego ulubiony kolor, datę urodzenia, numer telefonu, jego charakterystyczny sposób poruszania się. To jak uwielbiał mnie denerwować, jak moja mama na niego reagowała. Każdą głupotę jaką dla mnie zrobił. Wszystkie najważniejsze słowa. ‘Nie wiem co pozwoliło mi o Tobie zapomnieć. Jestem beznadziejny.’ Tyle usłyszałam na pożegnanie. Po wszystkich miesiącach,potrafił przez łzy powiedzieć mi tylko tyle. Płakałam bez przerwy, nie spędziłam kilku nocy w domu, bo wszystko w nim mi Go przypominało. Do dzis nie przebywam w miejscach,gdzie bylismy razem. I do dzis, nikt o Nim przy mnie nie rozmawia. Wiesz co sobie obiecałam? Że już nigdy nie pozwolę aby ktoś mnie skrzywdził z tego powodu. Że już nigdy nie będę płakać przez miłość, bo na wszelki sposób ją odrzucę. Od tamtego czasu nie było dnia żebym o Nim nie pomyślała, żebym nie zastanawiała się co teraz robi. Jak się czuje, czy u Niego wszystko w porządku. Gdzie jest teraz,z kim. Co zrobiłam,że odszedł. Dlaczego nigdy nie powiedziałam,że Go kocham. Że był jedyną osobą,która sprawiła,że to poczułam. Że mogło być inaczej. Nie ma miesiąca w którym nie płacze. Kiedy ktoś mi się podoba.. zawsze jest jego podobieństwem. Ten sam kolor oczu, podobny głos, uśmiech. Nie chce zebys myslal,że to obsesja. Rozmawiamy normalnie, już od jakiegoś czasu znalazł swoje szczęście i wierzę,że mu się ułoży. Podobno miłość to radość z powodu szczęścia drugiej osoby. Kiedy myślę o tym,że się uśmiecha,moje serce robi to samo. Serce również szuka kogoś - zupełnie nieświadomie - kto zastąpi to moje szczęście. Ale cokolwiek miałoby się wydarzyć, uciekam. Bo nie byłabym w stanie znieść tego jeszcze raz. Tego bólu w klatce piersiowej. Płuc bez powietrza. Oczu pełnych łez. Brak głosu. Kiedy odszedł, czułam się taka pusta. Jakby nie było mnie krzty, jakbym w środku nie posiadała żadnych narządów. Jakbym miała za chwilę się udusić. Łapałam oddech,ale On ulatniał się szybciej niż nad tym panowałam. dziewczyny tylko stały i płakały razem ze mną. Nie dość,że umierałam, to One robiły to ze mną. Kocham Go. Chyba zawsze będę Go kochać. Bo byla to osoba,ktora sprawila,ze wiem co to szczęście. On zawsze Nim będzie. Moją paranoją,moją euforią. Dlaczego Ci to piszę? Nie wiem. Może dlatego,że.. wciąz traktuję Cię jak przyjaciela? Nie, co ja gadam. Wiesz,że Twoja historia jest taka sama? Przy Tobie kazdy detal tego pieprzonego swiata byl prawdziwy. Byl unikatowy. Jedyny, niepowtarzalny. Kazdy szczegol sprawial,ze bylam szczesliwa. Pamietam kazde nasze spotkanie, kazdy rodzaj Twojego usmiechu, spojrzenia. Nie wiem jak, ale kiedy szlam korytarzem,wiedzialam ze jestes blisko. Bo juz w glebi czulam to ogromne szczescie. A przeciez nie jestes do Niego podobny nawet w minimalnym stopniu. Jak noc i dzień. Przy Tobie.. nie bylam w stanie pomyslec o Nim nawet przez chwile. Odcinalam się od przeszłości. Nie zyłam nią na te kilka minut, kilka godzin. Nie łudziłam się,że to może sen. Przy Tobie żyłam rzeczywistością,bo Ty sprawiałeś, że Ona była niepowtarzalna. Ale teraz znow nie moge oddychać. Za każdym razem kiedy mam przejsc korytarzem,czuje panike. Nie chce nawet na Ciebie spojrzec. Bo ten usmiech i te oczy, nie sa skierowane juz w moja strone. A ja bez nich, umieram. Nie potrafie sie pozbierac. Funkcjonowac. Kazdy mowi mi cos innego, każdy sprawia, że czuję się jeszcze gorzej. Pamietam jak kiedyś mi obiecałeś.. że już nigdy nie pozwolisz aby doszło do takiej sytuacji. Że będziemy osobno. Ale potrafiłeś zapomnieć tak szybko.. To boli najbardziej. Wciąż czuję się słaba, jest mi zimno, ledwo stoję na nogach. Jakbym miała upaść pod tym wszystkim. Nic nie trzymie mnie tam gdzie byłam. Przepraszam,że boję się tego co do Ciebie czuję. Ale czuję to pierwszy raz od prawie trzech lat. Przepraszam, że nie jestem w stanie w ten sposób Ci zaufać. Ale kiedy zrobiłam to ostatni raz.. umarłam. Przepraszam,że nie byłam tą osobą za jaką mnie miałeś. Ale przy Tobie naprawdę czułam się inna, niż przy reszcie świata. Chciałam być inna dla Ciebie. Chociaż robiłam wszystko żeby nie dac po raz kolejny złapać się w tą pułapkę. Tylko jak? Skoro nie mogłam wytrzymac bez Twojej obecności nawet kilka godzin. Musiałam wiedzieć,że jesteś. Kocham Cię. To takie banalne w całej tej sytuacji. I dzień w dzień, od tych kilku miesięcy zadaję sobie to pytanie. Co sprawia, że jeszcze nie uciekłam? Co sprawia,że pozwoliłam zaangażować Ci się bardziej? I ostatnio to zrozumiałam. Nie w tą sobotę,kiedy czułam się tak wyjątkowo. Już wcześniej. Moja obietnica poszła na marne. Znów ktoś sprawił,że w środku jestem pusta. Ale wiem,że postąpiłam tak samo. Wiesz co najbardziej uwielbiałam w tym wszystkim? Że to wszystko co jest miedzy nami.. nie rozprzestrzenia się wśród tłumu,nie jest w innych.. tylko w nas. Że nie jest to dla kogoś, ale wyłącznie dla nas. Że to coś czego nikt nie ukradnie. I nagle sami sprawiliśmy,że.. tego już nie ma. Wkurza mnie,że płaczę od dwóch dni pisząc to i zastanawiając się jak najlepiej to ująć. Zastanawiając się czy wgl to przeczytasz. Czy zrobisz to za pierwszym razem, czy może za którymś z kolei. I czy zrozumiesz.. Tak jak zawsze mnie rozumiałes. Od 4 grudnia zerkam na tego pieprzonego facebooka,zeby sprawdzić czy czujesz to samo. Dziesięć dni.. Wiem,że niemożliwe jest by było tak samo. Ale chcę w to wierzyć. Chcę wierzyć,że będę w stanie być taką jak trzy lata temu. Ale to trudne. Bez Ciebie to nie to samo.