
Czarnobyl
Wstęp Elektrownia atomowa w Czarnobylu stanowi jedno z największych ekologicznych za-grożeń na świcie. Po wybuchu w 26 kwietnia 1986 roku czwartego reaktora w elektrowni rozpoczęła się walka z silnym promieniowaniem jonizującym. Każdy mieszkaniec Europy powinien być świadomy zagrożenia stanowiącego aż do obecnego roku. Po ugaszeniu oraz zabezpieczania reaktora promieniowanie zaczyna przebijać się przez zbrojone, betonowe ściany. W pracy został przedstawiony dokładny przebieg oraz przyczyny wybuchu. Ostatni etap zawiera raporty służb dotyczących strat ludności oraz promieniowania.
Wstęp Elektrownia atomowa w Czarnobylu stanowi jedno z największych ekologicznych za-grożeń na świcie. Po wybuchu w 26 kwietnia 1986 roku czwartego reaktora w elektrowni rozpoczęła się walka z silnym promieniowaniem jonizującym. Każdy mieszkaniec Europy powinien być świadomy zagrożenia stanowiącego aż do obecnego roku. Po ugaszeniu oraz zabezpieczania reaktora promieniowanie zaczyna przebijać się przez zbrojone, betonowe ściany. W pracy został przedstawiony dokładny przebieg oraz przyczyny wybuchu. Ostatni etap zawiera raporty służb dotyczących strat ludności oraz promieniowania. Położenie Elektrowni w Czarnobylu Elektrownia atomowa w Czarnobylu leży w pobliżu miasta Prypeć na Ukrainie, 18 km na północny zachód od miejscowości Czarnobyl, 16 km od granicy ukraińsko-białoruskiej i około 110 km od Kijowa. W jej skład wchodzą cztery reaktory, każdy o maksymalnej mocy 1 GW. Budowa elektrowni rozpoczęła się w latach 70. XX wieku. Reaktor nr 1 uruchomiony został w roku 1977, po czym reaktor nr 2 ( 1978 ), nr 3 ( 1981 ) i nr 4 ( 1983 ). W momencie wypadku trwała budowa kolejnych dwóch reaktorów nr 5 i nr 6, także o mocy 1 GW.
Położenie Czarnobyla 1 Eksperyment w elektrowni 25 kwietnia 1986 personel obsługujący czwarty reaktor w elektrowni jądrowej w prowadził przygotowania do bardzo niebezpiecznego testu, który miał zostać przeprowa-dzony następnego dnia. Eksperyment powinien odbyć się dwa lata wcześniej, przed oddaniem reaktora do użytku. Jednak wówczas jego wykonanie zagrażało przed planowemu oddaniu reaktora do eksploatacji i późniono jego wykonanie, łamiąc jeden z przepisów bezpieczeństwa reaktorów. Przyczyny eksperymentu Konieczność przeprowadzenia eksperymentu wynikła ze zmian w projekcie, które nie zostały wcześniej przetestowane. Część prądu elektrycznego wytwarzanego przez każdy blok energetyczny była zużywana do zasilania pomp wodnych, systemów kontrolnych oraz całej elektroniki. Gdyby doszło do konieczności wyłączenia reaktora, energia byłaby zapewniana początkowo przez awaryjne agregaty prądotwórcze , a potem przez inne bloki lub pobliskie elektrownie. Podczas budowy elektrowni okazało się, że awaryjne agregaty prądotwórcze uzyskują wystarczającą moc by zasilić reaktor dopiero po 60 sekundach od ich włączenia, a turbogenerator po wyłączeniu reaktora dzięki sile rozpędu jest w stanie zapewniać wystar-czającą moc zaledwie przez 15 sekund, później napięcie spadało poniżej wartości minimalnej. Oznaczało to, że przez 45 sekund systemy kontrolne i bezpieczeństwa reaktora nie byłyby zasilane. Rozwiązaniem tego problemu było przerobienie turbogeneratorów, który miał utrzymywać napięcie na minimalnym poziomie. Nie zostało to jednak sprawdzone ekspery-mentalnie, czy wprowadzone przeróbki istotnie spełniają swoją funkcję. W czasie prób tech-nicznych przed odbiorem wykonano podobny eksperyment, który wykrył problem z agregatami prądotwórczymi. Po usunięciu usterki zabrakło czasu na powtórzenie ekspery-mentu sprawdzającego poprawne działanie. Cele i wady eksperymentu Test miał wykazać jak długo w sytuacji awaryjnej, po ustaniu napędzania turbin gene-ratorów parą z reaktora, energia kinetyczna ich ruchu obrotowego produkuje wystarczającą ilość energii elektrycznej dla potrzeb awaryjnego sterowania reaktorem. Czas ten potrzebny jest, by uruchomić system awaryjnego zasilania elektrycznego sterowania reaktorem – mały generator elektryczny napędzany przez silnik spalinowy. Eksperyment miał polegać na znacznym zmniejszeniu mocy reaktora, następnie na zablokowaniu dopływu pary do turbin generatorów i mierzeniu czasu ich pracy po odcięciu w taki sposób zasilania. Dla przeprowa-dzenia eksperymentu potrzebne było symulowanie sytuacji awaryjnej. W ramach przygotowań do testu technicy wyłączyli niektóre z systemów kontroli pracy reaktora, m.in. system automatycznego wyłączania reaktora w razie awarii. Wyłączenie tego systemu nie było ko-nieczne dla sprawnego przeprowadzenia testu, ale zdecydowano się na to, aby w razie trudno-ści z eksperymentem móc go powtórzyć. Reaktory pracujące w czarnobylskiej elektrowni to reaktory typu RBMK-1000 , które z powodu dodatniej reaktywności dla pary są niestabilne przy małej mocy. Każdy symulowany wzrost ilości wytwarzanej pary może spowodować zwiększanie ilości wytwarzanej przez reaktor energii.
Wynikało to z konstrukcji tych reaktorów. Mianowicie w typowym reaktorze wodno-ciśnieniowym woda pełni nie tylko funkcję chłodziwa, ale i moderatora . W takim reaktorze przyspieszenie reakcji łańcuchowej wywołuje wzrost temperatury, który powoduje wytwo-rzenie większej ilości pary wodnej, która jest o wiele słabszym moderatorem od wody, co powoduje spadek liczby spowolnionych neutronów i tym samym zmniejsza się liczba rozsz-czepianych jąder uranu, czyli reakcja jądrowa słabnie. Natomiast w reaktorze RBMK-1000 moderatorem był grafit, a woda tylko chłodziwem. W tym reaktorze przyspieszenie reakcji łańcuchowej powodowało powstanie większej liczby wolnych neutronów, które były dalej w takim samym stopniu spowalniane przez grafit - neutrony te rozszczepiały więcej jąder uranu i tym samym reakcja jądrowa ulegała dalszemu przyspieszeniu. Inną wadą reaktorów RBMK-1000 była konstrukcja prętów kontrolnych , które miały oba końce wykonane z grafitu, aby lepiej przechodziły przez kanały w jądrze reaktora. Grafitowa końcówka wymagała stosunkowo powolnego ich opuszczania, a ponadto w początkowej fazie dodatkowa ilość grafitu zawarta w prętach spowalniała jeszcze więcej neutronów, co przy-spieszało reakcję łańcuchową. Personel elektrowni nie był wystarczająco poinformowany o tych wadach reaktora i ich skut-kach. Przebieg awarii reaktora Przygotowania do eksperymentu Reaktor miał zostać odłączony od sieci 25 kwietnia 1986. Dzienna zmiana pracowni-ków została uprzedzona o planowanym doświadczeniu i zapoznała się z odpowiednimi pro-cedurami. Nad przebiegiem eksperymentu i działaniem nowego systemu regulacji napięcia czuwać miała specjalnie powołana grupa specjalistów w dziedzinie elektryczności pod nadzo-rem Anatolija Diatłowa, który był zastępcą naczelnego inżyniera elektrowni i jedynego ato-misty w jej kierownictwie.
Zgodnie z planem eksperymentu od rana moc reaktora była stopniowo obniżana aż do pozio-mu 50%. Wtedy jedna z okolicznych elektrowni nieoczekiwanie przerwała produkcję energii. Aby zapobiec niedoborom elektryczności, dyspozytornia mocy w Kijowie zażądała opóźnienia wyłączenia reaktora do wieczora, kompensując popołudniowy wzrost zapotrzebowania na elektryczność. O godzinie 23:04 z dyspozytorni nadeszła zgoda na wyłączenie reaktora. To opóźnienie było katastrofalne w skutkach. Dzienna zmiana, zaznajomiona z procedurami, dawno już zakoń-czyła pracę. Zmiana popołudniowa szykowała się do odejścia, a nocna, która rozpoczynała pracę o godzinie 0:00, miała przejąć kontrolę reaktora już w trakcie eksperymentu. Zespół ekspertów również odczuwał zmęczenie bezczynnym oczekiwaniem od rana. Według pierwotnego planu, eksperyment miał być przeprowadzony za dnia, a zadaniem nocnej zmiany byłoby jedynie czuwanie nad systemem chłodzenia wyłączonego już reaktora. Dlatego też pracownicy, którzy rozpoczęli pracę o północy, nie byli przygotowani na napotkane warunki, a przekazane im opisy procedur pełne były ręcznych poprawek i skreśleń. Szefem zmiany nocnej był Aleksander Akimow, a operatorem odpowiedzialnym za obsługę reaktora był Leonid Toptunow, bardzo młody inżynier z niewielkim stażem pracy trwającym około 3 miesiące. Początkowo rozpoczęto redukcję mocy cieplnej reaktora z nominalnej 3,2 GW do założonej 0,7–1,0 GW. Jednakże niedoświadczony operator, Leonid Toptunow, za bardzo zredukował tę moc, która spadła do 10 MW. W tej sytuacji doszło do nadmiernego wydzielania się kse-nonu -135, który silnie pochłania neutrony, nazywanym „zatruciem ksenonowym". Reaktor nie posiadał odpowiednich przyrządów kontrolnych, które pozwoliłyby to wykryć. W przypadku zatrucia ksenonowego należy wyłączyć reaktor i poczekać około 24 h do ponownego uruchomienia. Przy tak małej produkcji mocy przeprowadzenie eksperymentu było niemożliwe. Operatorzy, nieświadomi zatrucia ksenonowego, prawdopodobnie sądzili, że spadek mocy spowodowany był usterką jednego z automatycznych regulatorów. Obsługa reaktora zaczęła usuwać kolejne pręty kontrolne, aby zwiększyć moc cieplną reaktora, aż do momentu gdy konieczne było wyłączenie automatycznych mechanizmów i ręczne przesunięcie prętów do pozycji znacznie przekraczającej przyjęte normy. Reaktor powoli zwiększył moc do 200 MW, czyli poziomu trzykrotnie niższego niż wymaga-ny do eksperymentu. Mimo tego, nie przerwano go - na jego kontynuację nalegał Diatłow, który lekceważył zastrzeżenia operatorów . Zgodnie z planem, 26 kwietnia o godzinie 1:05 zwiększono obieg wody chłodzącej. Przepływ chłodziwa przekroczył górny limit o godzinie 1:16. Zwiększone chłodzenie obniżyło temperaturę rdzenia reaktora , a co za tym idzie - ilość pary wodnej. Woda w stanie ciekłym pochłania więcej neutronów niż para, w efekcie czego moc reaktora ponownie spadła. Postanowiono jeszcze dalej wysunąć pręty kontrolne. W wyniku tych działań reaktor został doprowadzony do skrajnie niestabilnego stanu i pozbawiony zupełnie kontroli za pomocą służących do tego prętów. Jedynym czynnikiem hamującym pracę reaktora był wysoki poziom ksenonu w paliwie jądrowym . W tej sytuacji automatyczny system bezpieczeństwa powinien całkowicie wygasić reaktor, jednakże opera-torzy zadecydowali o wyłączeniu tego zabezpieczenia. Pierwszy wybuch O godzinie 01:23:04 rozpoczął się niedopracowany eksperyment. Załoga nie zdawała sobie sprawy z niestabilności reaktora i wyłączyła przepływ pary do turbin. Ponieważ zwal-niająca turbina napędzała pompy, przepływ wody chłodzącej zaczął maleć, a wzrosła produk-cja pary. Dodatnia reaktywność dla pary, jedna z charakterystycznych cech reaktorów typu RBMK, spowodowała wzrost promieniowania, a co za tym idzie temperatury. To jeszcze bar-dziej zwiększyło parowanie wody. Szybko przekroczony został poziom promieniowania, który mógł być zahamowany przez wydzielony ksenon. Wzrost mocy i temperatury reaktora na-stąpiła chwilowo.
O 01:23:40 Aleksander Akimow, kierownik zmiany bloku, próbował uruchomić procedurę AZ-5 , która natychmiastowo wygasza reaktor poprzez całkowite wsunięcie prętów kontrol-nych, także tych wyjętych wcześniej ręcznie. Do dziś niejasne jest, czy było to działanie ma-jące zapobiec katastrofie czy po prostu sposób na zrealizowanie planowego wyłączenia reak-tora. Uruchomienie AZ-5 mogło być odpowiedzią na nagły wzrost mocy, jednakże Diatłow pisze: “Przed godziną 01:23:40 centralny system kontrolny (…) nie zarejestrował żadnych zmian parametrów, które usprawiedliwiałyby AZ-5. Komisja (…) zebrała i przeanalizowała dużą ilość materiału i, jak oświadczyła w raporcie, nie ustaliła przyczyny rozpoczęcia AZ-5. Nie ma też powodu by szukać przyczyny. Reaktor po prostu miał być wyłączony na zakończenie eksperymentu.” Mechanizm wprowadzający pręty kontrolne do rdzenia nie zadziałał. Powolne tempo wsuwa-nia prętów (0,4 m/s) było jedną z przyczyn. Jeszcze gorsze skutki wywołała wadliwa konstrukcja prętów. Ich końcówki wykonane były z grafitu. Podczas wsuwania wypychały chłodziwo, a same – będąc moderatorem – wbrew zamierzeniu przyspieszały reakcję łańcuchową. W efekcie tego AZ-5, zamiast wygasić reaktor, spowodował nagły wzrost mocy. Późniejsze badania symulacyjne wykazały, że w tej sytuacji należało poprzestać na samym wznowieniu przepływu wody, a dopiero po ochłodzeniu reaktora, wyłączyć go. Wypowiedzi Diatłowa wskazują, że się tego domyślał i dlatego nie chciał włączyć AZ-5, jednakże po pierwsze Akimow postąpił zgodnie z obowiązującymi procedurami, a po drugie Diatłow nie miał w zwyczaju objaśniać motywów swoich działań, a tylko oczekiwał od podwładnych ślepego posłuszeństwa. Przegrzanie rdzenia sprawiło, że kanały paliwowe popękały, blokując pręty kontrolne. W ciągu trzech sekund moc reaktora wzrosła do 530 MW. O godzinie 01:23:47, w siedem sekund po rozpoczęciu AZ-5, moc cieplna osiągnęła 30 GW, niemal dziesięciokrotnie przekraczając normalny poziom. Gwałtowny wzrost ciśnienia zniszczył kanały paliwowe i rozerwał rury z wodą chłodzącą. Paliwo zaczęło się topić i wpadać do zalegającej na dnie wody.
O godzinie 01:24, 20 sekund po rozpoczęciu AZ-5, wzrost ciśnienia znajdującej się w reaktorze pary wodnej doprowadził do pierwszej eksplozji pary, która wysadziła ważącą blisko 2000 ton osłonę biologiczną (antyradiacyjną) pokrywającą reaktor. Kompletnie znisz-czony rdzeń reaktora wszedł w kontakt z chłodziwem, co spowodowało reakcję cyrkonowych wyściółek kanałów paliwowych z wodą, która zaczęła rozkładać się z wydzielaniem wodoru, a po zniszczeniu cyrkonowych osłon bezpośrednio zetknęła się z rozżarzonym grafitem o temperaturze 3000 °C i doszło do jej termolizy z wydzielaniem mieszaniny piorunującej (wodór i tlen w stosunku 2:1). Drugi wybuch Następnie doszło do drugiej, nieco większej eksplozji wodoru i tlenu, która zniszczyła budynek czwartego reaktora. Eksplozja ta pozwoliła na wniknięcie powietrza do wnętrza reaktora. Spowodowało to zapłon kilku ton grafitowych bloków izolujących reaktor, które płonąc przez 9 dni uwolniły do at-mosfery najwięcej izotopów promieniotwórczych . Większość z 211 prętów kontrolujących pracę rdzenia reaktora stopiła się. Do atmosfery dostał się radioaktywny pył. Radioaktywne cząstki wyrzucone do atmosfery wybuchem, jak i te emitowane nadal w wyniku trwającego pożaru grafitu, tworzyły pióropusz radioaktywnych drobin o wysokości 1030 m, który następnie przemieścił się w stronę miasta Prypeć . Wiatr utrzymywał jednak chmurę radioaktywnych cząstek z dala od miasta. Po awarii Promieniowanie Poziom promieniowania w najbardziej dotkniętych katastrofą częściach budynku reak-tora ocenia się na 5,6 rentgena na sekundę (R/s), czyli 23 kR/h. Dawka śmiertelna to około 500 rentgenów w czasie 5 godzin, co oznacza że w niektórych miejscach niezabezpieczeni w żaden sposób pracownicy przyjęli śmiertelną ilość promieniowania w ciągu kilku minut. Do-zymetr zdolny do pomiaru promieniowania na poziomie 1000 R/s (10 Gy/s) był niedostępny z uwagi na zniszczenia, a drugi egzemplarz okazał się wadliwy. Pozostałe dozymetry działały w zakresie do 0,001 R/s (0,00001 Gy/s), przez co nieprzerwanie podawały odczyt “poza skalą”. W wyniku tego pracownicy nie byli świadomi jak wielką dawkę promieniowania przyjmują. Akcja gaśnicza i zabezpieczająca Wkrótce po wybuchu na miejsce przybyła straż pożarna. Pierwsza stawiła się brygada pod komendą porucznika Władimira Prawika, który zmarł 11 maja 1986 w wyniku choroby popromiennej . Strażacy nie zostali poinformowani o niebezpieczeństwie kontaktu z radioak-tywnym dymem i odpadami, a możliwe jest też, że w ogóle nie zdawali sobie sprawy, że wy-padek to coś więcej niż zwykły pożar instalacji elektrycznych. “Nie wiedzieliśmy, że to reak-tor. Nikt nam tego nie powiedział."[13] Grigorij Khmel, kierowca jednego z wozów pożarniczych, relacjonuje później: ,,Przyjechaliśmy za 10 czy 15 druga w nocy… Widzieliśmy porozrzucany wokoło grafit. “Co to jest grafit?” – zapytał Misza. Kopnąłem leżący na drodze kawałek, ale jeden ze strażaków podniósł go. “Jest gorący” – powiedział. Kawałki grafitu były różnych rozmiarów. Jedne wielkie, inne tak małe, że dało się je podnieść… O promieniowaniu nie wiedzieliśmy prawie nic. Nawet ci, co pracowali tu wcześniej, nie mieli pojęcia. W pojazdach nie było wody, więc Misza napełnił zbiorniki i wycelowaliśmy strumień w górę. Potem ci chłopcy, którzy niedługo potem umarli, poszli na dach – Waszczyk Kolia, Wołodia Prawik i inni… Wspięli się po drabinie… i nie widziałem ich więcej”. Ugaszenie płonącego grafitu było bardzo trudne. Potrzeba było do tego kilku tysięcy ton pia-sku, boru , dolomitu , gliny i ołowiu zrzucanych ze śmigłowców (głównie Mi-8 ). Zrzucane materiały pod wpływem żaru z reaktora stapiały się razem, tworząc zwartą masę. Jak się póź-niej okazało ołów, zastosowany w gaszeniu reaktora, pod postacią par wyrządził ogromne szkody osobom gaszącym reaktor. Kiedy zakończono zrzucanie ładunków, nastąpił poważny kryzys. Reaktor był tak zbudowa-ny, że pod jego podstawą, grubą na metr warstwą betonu, znajdowały się zbiorniki rozbryzgowe na wodę z ewentualnych wycieków. Gdyby lawa przedostała się do tych zbiorników, mógł nastąpić kolejny wybuch, powodując jeszcze większe skażenie. Ponieważ prawdopodobieństwo takiego zdarzenia szacowano na 10-15%, przedsięwzięto akcję zapobiegawczą. Ściągnięto setki wozów strażackich i beczkowozów do wypompowania wody, lecz mimo tej akcji w zbiorniku wciąż pozostawało kilka hektolitrów wody. Trójka inżynierów zgłosiła się na ochotnika i dotarła do zbiornika, by otworzyć dwa zawory główne. Po otwarciu zaworów przystąpiono do instalowania pod reaktorem agregatów chłodzących. Ponieważ w trakcie prac temperatura reaktora spadła (głównie w wyniku zasypywania go ołowiem), zamiast tego postanowiono wybudować w tym miejscu “poduszkę betonową”, aby w razie przepalenia się reaktora do wnętrza nie doszło do stopienia fundamentów i silnego skażenia terenu. Ponieważ grunt był miękki, gdyż Prypeć i Czarnobyl leżą w pobliżu mokra-deł, użyto techniki stosowanej w podobnych sytuacjach do budowy metra – w ukośne odwierty wlewano ciekły azot (-196 °C) i doprowadzono do zamrożenia gruntu. Koparki i inne maszyny przebijały się później przez twardą ziemię, aż powstał 150-metrowy tunel. Po 10 dniach pierwotna, betonowa podstawa reaktora przepaliła się i radioaktywne szczątki reaktora runęły do zabezpieczonego “betonową poduszką” zbiornika, gdzie pozostają do dziś. Ich wydobycie jest obecnie niemożliwe. Straty ludzkie Kontrowersje budzi szacowana liczba ofiar. Najnowszy raport Komitetu Naukowego ONZ ds. Skutków Promieniowania Atomowego ( UNSCEAR ) stwierdza, że 134 pracowni-ków elektrowni jądrowej i członków ekip ratowniczych było narażonych na działanie bardzo wysokich dawek promieniowania jonizującego, po których rozwinęła się ostra choroba po-promienna. 28 z nich zmarło w wyniku napromieniowania, a 2 od poparzeń. Wielu ludzi bio-rących udział w akcji zabezpieczenia reaktora zginęło podczas towarzyszących akcji wypadków budowlanych. Najbardziej tragicznym wypadkiem była uchwycona na filmie katastrofa helikoptera, którego łopatki wirnika zawadziły o liny dźwigu; cała załoga helikoptera zginęła. Po katastrofie wyznaczono zamkniętą strefę buforową mierzącą 2,5 tysiąca km² i wysiedlono z niej wszystkich mieszkańców (choć jak wynika z aktualnych badań silnie skażony obszar w okolicach elektrowni ma powierzchnię 0,5 km²). W promieniu 10 km od elektrowni utworzono strefę “szczególnego zagrożenia”, a w promieniu 30 km strefę “o najwyższym stopniu ska-żenia”. Zlikwidowano 20 pobliskich kołchozów i wyłączono z uprawy rolnej 100 000 hekta-rów ziemi rolnej. Ewakuowano także całą ludność miasta Prypeć , liczącą wówczas 50 000 mieszkańców. Najbardziej skutki katastrofy dotknęły terytorium Ukrainy, gdzie skażeniu ule-gło 9% obszaru tego kraju. Za wywołanie paniki w dużej mierze odpowiedzialne są ówczesne zachodnie dzienniki, które podawały niesprawdzone informacje. Przyczyną była cenzura ZSRR. Za przykład może słu-żyć notatka BBC: “Katastrofa jądrowa w Czarnobylu, tysiące ludzi jest chowanych w przy-drożnych rowach” Raporty o wybuchu Raport Forum Czarnobyla Forum Czarnobyla 2003-2005, w skład którego wchodziły Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej (IAEA), Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), Program Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju (UNDP), inne ciała Organizacji Narodów Zjednoczonych i rządy Ukrainy, Białorusi i Rosji, udostępniło szczegółowy raport dotyczący skutków katastrofy re-aktora. Według opublikowanych danych, spośród 134 pracowników likwidujących awarię, u których wystąpiła ostra choroba popromienna, 28 osób zmarło z jej powodu w 1986, a 19 kolejnych w latach 1987-2004 (niektóre z tych śmierci nie miały związku z napromieniowaniem). W trakcie akcji ratowniczej 2 osoby zginęły z powodów wypadków niezwiązanych z promieniowaniem, a jedna osoba zmarła z powodu zakrzepicy . Według niektórych badań w wyniku katastrofy ok. 600 000 osób na świecie narażonych zo-stało na podwyższoną dawkę promieniowania rzędu 1 mSv . Jest to równoważnik dwóch zdjęć rentgenowskich. Warto dodać, iż przeciętny mieszkaniec Polski otrzymuje rocznie dawkę około 3-4 mSv od źródeł naturalnych, jak promieniowanie kosmiczne czy naturalne pierwiastki promieniotwórcze w glebie. Z kolei występują na Ziemi takie miejsca, gdzie tło naturalne osiąga wartość powyżej 100 mSv i nie obserwuje się jakichkolwiek negatywnych skutków zdrowotnych wśród dziesiątek tysięcy ludzi mieszkających tam od pokoleń. Liczbę śmiertelnych nowotworów, które rozwinęły się i mogą rozwinąć się w przyszłości w grupie silnie napromieniowanej po awarii w Czarnobylu oszacowano na ok. 4 000. Wśród mieszkańców skażonych terenów wzrost ryzyka zachorowań na nowotwory inne niż tarczycy nie jest obserwowany. W raporcie wskazano liczbę ponad 4000 zdiagnozowanych nowotwo-rów tarczycy, które w większości można przypisać wchłonięciu jodu-131, głównie u dzieci. Z tej przyczyny do roku 2002 zmarło 15 osób. Oczekuje się dalszego wzrostu zachorowań na raka tarczycy. Nie stwierdzono wzrostu nieprawidłowych urodzeń ani efektów dziedzicznych u osób z terenów napromieniowanych, natomiast wiele osób poszkodowanych ma problemy psycho-logiczne związane z wypadkiem i przesiedleniem (np. depresje, alkoholizm, trauma, choroby psychiczne, radiofobia podsycana przez media etc.). Dodatkowo nie obserwuje się jakichkol-wiek anomalii wśród dzieci, których matki w czasie ciąży (bądź wcześniej) narażone były na napromieniowany pył czarnobylski. Europejski Komitet do spraw Ryzyka Radiacyjnego, sponsorowany przez Europejską Partię Zielonych , uważa, że WHO i inne organizacje międzynarodowe, ignorowały lub nawet celo-wo zaniżały dane o ofiarach dla ochrony interesów atomowych. Jednak na poparcie swych racji, Komitet wysunął też nie do końca wiarygodne dowody. Raport Lekarzy Przeciw Wojnie Nuklearnej Raport Lekarzy Przeciw Wojnie Nuklearnej szacuje liczbę wypadków raka tarczycy powstałych z powodu wybuchu na 10 000 i sądzi, że istnieje możliwość kolejnych 50 000 przypadków, do tego doszło do 10 000 deformacji płodów i śmierci 5 000 niemowląt. Jednak do tej pory nie zaobserwowano jakichkolwiek negatywnych skutków wśród dzieci urodzo-nych po awarii. Związek Czarnobyla, organizacja zrzeszająca likwidatorów elektrowni podaje, że z 60 000 osób pracujących przy tym procesie już nie żyje (20 lat po tragedii), a kolejnych 165 000 jest niepełnosprawnych. Z kolei prof. Wade Allison z Uniwersytetu Oksfordzkiego oszacował ilość śmierci nowotworowych z powodu Czarnobyla na 81. Współcześnie status osób poszkodowanych w wyniku katastrofy w Czarnobylu posiada 1 milion dzieci i 2 miliony dorosłych. Polskie działania 28 kwietnia, dwa dni po katastrofie, o godz. 7 rano stacja monitoringu radiacyjnego w Mikołajkach zarejestrowała aktywność izotopów promieniotwórczych w powietrzu ponad pół miliona razy większą, niż normalnie. O 9 informację przekazano do Centralnego Labora-torium Ochrony Radiologicznej (CLOR) w Warszawie, które o godz. 10 ogłosiło alarm. Po-czątkowo polscy naukowcy przypuszczali, że gdzieś nastąpiła eksplozja atomowa. Jednak analiza promieniotwórczych zanieczyszczeń jednoznacznie wskazywała, że ich źródłem może być tylko pożar reaktora atomowego. Dopiero o godz. 18 specjaliści dowiedzieli się z radia BBC, że chodzi o Czarnobyl. Wskazuje to na silną blokadę informacji, jaką wprowadziły so-wieckie władze. W nocy z 28/29 kwietnia CLOR przedstawił władzom propozycje ochrony ludności, której istotnym punktem było podanie dużej dawki jodu w celu zablokowania wchłaniania radioak-tywnego izotopu jodu-131, kumulującego się w tarczycy i mogącego doprowadzić do rozwoju nowotworu tego narządu. Wobec niedostępności tabletek jodowych, podjęto niekonwencjo-nalną decyzję o wykorzystaniu w tym celu płynu Lugola , czyli wodnego roztworu jodku potasu i pierwiastkowego jodu. W dniu 29 kwietnia po całonocnych obradach członkowie Biura Politycznego KC PZPR i rządu powołali Komisję Rządową, która o godz. 11 podjęła decyzję o podaniu płynu Lugola dzieciom i młodzieży w 11 województwach północno-wschodnich, nad którymi przeszła radioaktywna chmura. Akcja rozpoczęła się tego samego dnia wieczorem; w ciągu 24 h jod podano ok. 75% populacji dzieci w tym rejonie. W dniu 29 kwietnia akcję rozszerzono na cały kraj. W ciągu kilkudziesięciu godzin stabilny jod podano 18,5 mln osób, w znacznej większości dzieciom do 17. roku życia. Postanowiono wstrzymać wypas bydła na łąkach i zalecono podawanie dzieciom mleka w proszku. Był to jeden z pierwszych w PRL przypadków, kiedy władze polskie mimo początkowych oficjalnych zaprzeczeń strony radzieckiej podjęły działania wbrew ich zaleceniom, ale w interesie własnych obywateli. Zaskoczeniem było opublikowanie przez gazety komunikatu Komisji Rządowej wraz z tabelą skażeń. Jednak i wcześniej i później prowadzono celową politykę dezinformacyjną, sugerującą niewielką skalę skażenia. Nie zamknięto szkół, a władze zachęcały do pierwszomajowych pochodów . Po początkowo dobrej współpracy CLOR i władz, badania skażenia prowadzone przez CLOR napotykały na trudności, a z końcem maja firma otrzymała zakaz monitorowania ilości jodu-131 w tarczycy u dzieci. Współczesna ocena sytuacji Faktycznie 1 maja opad promieniotwórczy nie był już groźny dla zdrowia. Nie zareje-strowano wzrostu zachorowań na raka brodawkowatego tarczycy, typową formę raka popro-miennego. Prof. Zbigniew Jaworowski po 20 latach od katastrofy wyraża pogląd, iż skutki genetyczne katastrofy w Czarnobylu wśród mieszkańców Ukrainy i Białorusi były w rzeczywistości znacznie mniejsze, niż się powszechnie sądzi. Twierdzi także, że podawanie w Polsce płynu Lugola, które sam zainicjował w kwietniu 1986, było w rzeczywistości zbędne, ponieważ skażenie atmosfery nad Polską radioaktywnym jodem było znacznie poniżej progu zagrożenia. Z drugiej strony potwierdza, że wobec całkowitego braku rzetelnych informacji ze strony oficjalnych służb ZSRR akcja ówczesna była całkowicie uzasadniona, tym bardziej że nawet wobec braku skażenia terapia zapobiegawcza tym specyfikiem nie wywołuje negatywnych skutków ubocznych. Tymczasem jeszcze w 1990, na fali strachu przed powtórzeniem Czarnobyla w Polsce, po protestach ekologów i mieszkańców okolicy budowanej na Pomorzu elektrowni jądrowej w Żarnowcu najpierw zawieszono, a następnie definitywnie wstrzymano jej budowę, co we-dług znacznej części naukowców jest dużo większą stratą niż 2 miliardy złotych zmarnowane na rozpoczęcie prac budowlanych. Rezerwat przyrody Zwierzęta przystosowują się do środowiska nawet skażonego. Po katastrofie wokół elektrowni utworzono kilkanaście całkowicie lub częściowo zamkniętych stref. Łącznie strefy zamkniętego dostępu dla ludzi objęły obszar ponad 4769 km². Z powodu dużych ilości pozo-stawionego przez ewakuowanych w pośpiechu ludzi pokarmu nastąpił szybki wzrost liczby gryzoni zamieszkujących zamknięty obszar. Pojawiły się nawet głosy postulujące ich wytrucie, jednak natura sama ustabilizowała sytuację. Do zamkniętych stref zaczęło przybywać coraz więcej drapieżników i kolejnych zwierząt łańcucha troficznego . Zbyt mała liczba prowadzonych badań nie pozwala jednoznacznie ocenić wpływu katastrofy na okoliczną przyrodę. Według niektórych obserwatorów, liczebność zwierząt zwyczajowo zamieszkujących te tereny, takich jak wilk szary, dzik, sarna, jeleń szlachetny, łoś i bóbr zwiększyła się kilkunastokrotnie. Wokół Czarnobyla rozwija się także wiele gatunków zwie-rząt, które wyginęły na tych terenach dziesiątki lat wcześniej lub nie występowały w ogóle, jak niezwykle rzadki koń Przewalskiego , żubr, ryś lub niedźwiedź brunatny, niewidziany na tych terenach od kilkuset lat. Do strefy ochronnej powróciło wiele gatunków rzadkich pta-ków, jak czarny bocian czy orzeł bielik, oraz znaczna liczba łabędzi i sów. Według Roberta Bakera, biologa z Texas Tech University badającego przyrodę w okolicach Czarnobyla, za-równo wśród fauny jak i flory nie obserwuje się żadnych negatywnych skutków oddziaływa-nia skażenia radioaktywnego, a korzyści wynikające z wysiedlenia ludzi znacząco przewyż-szyły hipotetyczne straty dla ekosystemu wynikające z samej katastrofy. Tylko dzięki temu możliwe było powstanie tego nieoficjalnego, choć największego rezerwatu w Europie. Według badań innych biologów (np. Andersa Pape Møllera z Université Pierre et Marie Curie i Timothy’ego Mousseau z University of South Carolina) zajmujących się tą tematyką, zarów-no liczba gatunków, jak i ich populacje znacząco spadają wraz ze wzrostem skażenia terenu, jednak metodologia tych badań jest krytykowana, a Møller jest uważany za niewiarygodnego, ponieważ był już w przeszłości oskarżany o fałszowanie wyników badań naukowych.
