
Misja w Afganistanie
Misja w Afganistanie służy polskiej armii Nasz udział w misji NATO w Afganistanie to wyraz długoterminowego myślenia o polskim bezpieczeństwie narodowym Udział polskiego kontyngentu w operacji NATO w Afganistanie oraz rola Sztabu Generalnego Wojska Polskiego to tematy szeroko ostatnio w Polsce dyskutowane. W sprawie misji afgańskiej głos zabierają niemal wyłącznie politycy, co ze względu na jej społeczne znaczenie jest całkowicie zrozumiałe. Tematem drugim zajmują się ludzie, którzy w Sztabie Generalnym nie służyli bądź bawili w nim krótko.
Misja w Afganistanie służy polskiej armii
Nasz udział w misji NATO w Afganistanie to wyraz długoterminowego myślenia o polskim bezpieczeństwie narodowym Udział polskiego kontyngentu w operacji NATO w Afganistanie oraz rola Sztabu Generalnego Wojska Polskiego to tematy szeroko ostatnio w Polsce dyskutowane. W sprawie misji afgańskiej głos zabierają niemal wyłącznie politycy, co ze względu na jej społeczne znaczenie jest całkowicie zrozumiałe. Tematem drugim zajmują się ludzie, którzy w Sztabie Generalnym nie służyli bądź bawili w nim krótko. Brakuje głosu tych, którzy mają za sobą wieloletnią służbę w tej instytucji.
Może więc dla równowagi warto byłoby posłuchać tych, którzy Sztab Generalny poznali w praktyce.
To także nasz interes
Afganistan to największa i najważniejsza operacja NATO. Obecnie w siłach stabilizacyjnych w tym kraju znanych jako ISAF służy 31 tys. żołnierzy z 26 krajów Sojuszu (Islandia wysyła policjantów) oraz 11 innych krajów współpracujących z NATO.
Ten poważny wysiłek wynika z priorytetowego traktowania Afganistanu, który ciemiężony przez talibów do niedawna był matecznikiem terroryzmu. Jeżeli główny wysiłek operacyjny NATO jest skupiony w tym kraju, to i Wojsko Polskie powinno posiadać tam najbardziej znaczący kontyngent wojskowy.
Tak uczy strategia, zgodnie z którą wysiłki trzeba koncentrować na najważniejszym zadaniu. Jeżeli kilka lat temu podjęliśmy strategiczną decyzję, że NATO jest filarem naszego bezpieczeństwa, to teraz konsekwentnie musimy podążać tam, gdzie wymaga tego interes Sojuszu.
Taka jest konsekwencja tamtego powszechnie akceptowanego w naszym kraju wyboru. Wszelkie propozycje, aby nasz wysiłek skupić gdzie indziej, to nieporozumienie. Może gdzie indziej byłoby taniej i łatwiej, ale w sprawach bezpieczeństwa konformizm i myślenie kategoriami księgowego nie są najlepszymi wzorcami.
Po zakończeniu zimnej wojny nasz kraj cieszy się poczuciem bezpieczeństwa, o jakim marzyły pokolenia naszych rodaków. Nie oznacza to jednak, że stan ten będzie trwał wiecznie. Z dużym prawdopodobieństwem możemy nawet stwierdzić, że kiedyś się skończy. Czy w przyszłości, jeżeli nasze bezpieczeństwo byłoby zagrożone, będziemy mieli moralne prawo poprosić innych o wsparcie, jeżeli teraz będziemy unikać zaangażowania w najważniejszą operację sojuszników?
Nasz udział w ISAF to nie tylko sojuszniczy obowiązek, ale także wyraz długoterminowego myślenia o naszych narodowych interesach bezpieczeństwa.
Jest jeszcze jeden aspekt tej operacji. Afganistan to główny dostawca heroiny i opium na rynki europejskie, w tym i do naszego kraju. Niestety, produkcja tego twardego narkotyku wciąż rośnie. Pola prowincji Helmand, Kandahar, Uruzgun, Badachszan czy Farah to makowe zagłębia. W ich ślady idą sąsiednie prowincje.
Nietrudno dostrzec prostą zależność, że im mniej będzie pól makowych w Afganistanie, tym mniej będzie heroiny na polskich ulicach, w polskich pubach i dyskotekach.
W Afganistanie nas prawie nie ma
Wokół naszego zaangażowania w Afganistanie i w operacje NATO narosły mity, które należy czym prędzej obalić. Mit pierwszy to przekonanie, że w Afganistanie jesteśmy reprezentowani w sposób znaczący, a po zwiększeniu naszego kontyngentu będziemy tam reprezentowani ponad miarę.
Tymczasem prawda jest taka, że w ISAF dopiero od niedawna posiadamy więcej niż kilku żołnierzy - dziś dokładnie 33. Plasuje nas to na 23. miejscu wśród państw NATO. Mniejszy udział mają tylko Luksemburg, Islandia i Łotwa.
Daleko nam nie tylko do takich potęg jak USA (blisko 12 tys. żołnierzy), Wielka Brytania (ponad 5 tys.) czy Niemcy (blisko 3 tys.), ale także do mniejszej od nas Holandii (ponad 2 tys.), a nawet do państw, które nie tak dawno wstąpiły do NATO, jak choćby Rumunia (blisko 800).
Jeżeli nawet uwzględnimy nasz pododdział w bazie Bagram podporządkowany siłom koalicyjnym, a nie dowództwu ISAF, to i tak nasza pozycja niewiele się poprawia i osiąga poziom Bułgarii, Chorwacji i Litwy.
Afganistan uznawany jest za punkt ciężkości militarnego zainteresowania zdecydowanej większości krajów NATO. Liczebność naszego kontyngentu jest więc miarą naszej pozycji w Sojuszu. Im ważniejszy członek Sojuszu, tym większy kontyngent.
W operacjach NATO uczestniczy dziś 360 polskich żołnierzy, a z kontyngentem w Bagram blisko 500. Daje nam to 18. miejsce w Sojuszu. Wszystkie kraje o potencjale zbliżonym do naszego mają liczniejsze kontyngenty. Planowane zwiększenie naszego zaangażowania pozwoli nam w tabelach planistów NATO dołączyć do takich krajów jak Grecja, Rumunia i Turcja.
Zawsze mamy wybór
A co dalej z Irakiem? Nasz 900-osobowy kontyngent w Iraku to znaczny wysiłek i dlatego nasi sojusznicy wykazywali daleko idącą wyrozumiałość co do naszego zaangażowania w Afganistanie. Tyle tylko że wcześniej w Iraku było prawie trzykrotnie więcej naszych żołnierzy, a ISAF był czterokrotnie mniejszy. Obecnie proporcje się zmieniły.
Źródło: Gazeta Wyborcza
