Obyczaje panujące w domu

Rozmawiając ze swoimi rówieśnikami często dyskutujemy na temat obyczajów, jakie panują u nas w domu. Pamiętam, że gdy pierwszy raz nasza konwersacja zeszła na ten temat, to spodziewałem się, iż owe zwyczaje będą do siebie łudząco podobne, wręcz identyczne. Myślałem tak oczywiście dlatego, gdyż sądziłem, że skoro mieszkamy w tej samej okolicy, to nie będą się one od siebie zbytnio różniły. Okazało się jednak, że każdy z nas ma u siebie w rodzinie inne tradycje.

Rozmawiając ze swoimi rówieśnikami często dyskutujemy na temat obyczajów, jakie panują u nas w domu. Pamiętam, że gdy pierwszy raz nasza konwersacja zeszła na ten temat, to spodziewałem się, iż owe zwyczaje będą do siebie łudząco podobne, wręcz identyczne. Myślałem tak oczywiście dlatego, gdyż sądziłem, że skoro mieszkamy w tej samej okolicy, to nie będą się one od siebie zbytnio różniły. Okazało się jednak, że każdy z nas ma u siebie w rodzinie inne tradycje. Podczas tamtej pamiętnej dyskusji od razu przyszło mi do głowy konieczne sprzątanie w sobotę. Co ciekawe, wśród moich kolegów, takie przyzwyczajenie wcale nie jest popularne. Dla mamy jest to absolutny obowiązek i nawet nie może być mowy o tym, bym się za to nie zabrał – choćbym był przeziębiony lub kontuzjowany. Co tydzień, zaraz po wybudzeniu się z długiego snu, muszę błyskawicznie się otrząsnąć, wziąć zimny prysznic i następnie zaczynać sobotni rytuał. Po wykonaniu tejże czynności, jestem zobowiązany bezzwłocznie powiadomić mamę, że wykonałem już swoją pracę. Wówczas idzie ona sprawdzić i ocenić moją robotę. Jeśli jest źle, to czym prędzej muszę nanieść poprawki, czyli zwyczajnie posprzątać swój pokój raz jeszcze. Jeśli moja rodzicielka ma zły humor, to potrafi dołożyć do tego doprowadzenie do porządku kuchni lub łazienki. Z jednej strony takie ciągłe dbanie o wspomniane wyżej pomieszczenia jest bardzo męczące, ale z drugiej strony doskonale wiem, że mamie chodzi o to, bym czuł się w domu jak najprzyjemniej. Drugim, można powiedzieć największym, obyczajem panującym w moim domu jest obowiązkowe chodzenie do kościoła w niedzielę. Z początku sądziłem, że przyjęcie przeze mnie sakramentu bierzmowania będzie na swój sposób moim małym pożegnaniem z cotygodniowym uczęszczaniem do kościoła. Rodzice jednak szybko sprowadzili mnie na ziemię i stanowczo oznajmili mi, iż dalej mam chodzić regularnie na msze święte. Głównym, a w zasadzie jedynym, argumentem było to, że taka już jest rodzinna tradycja i mam za zadanie się do niej stosować dopóki będę u nich mieszkał. Aktualnie małym pozytywem jest przynajmniej to, że mogę sobie wybrać godzinę, na którą chcę się wybrać. Inna sprawa, że jeśli nie pójdę na 10:30 bądź 12:00, to po południu lub wieczorem muszę iść już z rodzicami. Pozostaje mi tylko cierpliwie czekać do wyjazdu na studia, by w końcu się od tego na dobre uwolnić. Kolejnym, tym razem już bardzo sympatycznym, obrzędem są u mnie częste wizyty u babci na obiedzie. Takie odwiedziny mają mieć miejsce co najmniej raz na tydzień. Czasami bywa tak, że brakuje nam z rodzicami czasu lub po prostu siły, żeby się wybrać do dziadków, ale mimo to musimy się tam stawić. Jeśli jakimś cudem tego nie zrobimy, to przy najbliższej okazji powinniśmy to jak najszybciej nadrobić. Jest to typowo rodzinna tradycja, do której wszystkim wypada się stosować. Według babci i dziadka, takie obiady mocno zbliżają do siebie wszystkich siedzących przy stole. Podczas wspólnego jedzenia posiłku, możemy poczuć iście rodzinną i ciepłą atmosferę. Podczas rozmów poruszane są najróżniejsze tematy. Babcia lubi rozmawiać na temat mojej edukacji, zaś dziadek chętnie z każdym wymienia poglądy na temat polityki bądź społeczeństwa. Dzięki temu każdy może zabrać głos w jakiejś sprawie i nie poczuje się niepotrzebny. O ile dwa pierwsze domowe zwyczaje średnio przypadły mi do gustu, o tyle na rodzinne obiady już raczej nie narzekam, bowiem podoba mi się panująca wówczas familijna atmosfera. Jak widać, tak jak u moich znajomych, panują u mnie różnego rodzaju tradycje. Jedne się mogą podobać, a drugie nie, ale muszę szczerze przyznać, że takie rzeczy budują jednak we mnie pewne zachowania i przyzwyczajenia. Choć w obecnej chwili nie odpowiada mi mus sprzątania swojego zakątku, to niewykluczone, że sam będę to wpajał w przyszłości swoim dzieciom. Niekiedy nachodzi mnie refleksja, że z czasem faktycznie dorosnę do tego, by kultywować to, co zostało już zasianie i zakorzenione w mojej rodzinie.