Tysiąc sześćset dwudziesty trzeci sonet o Giewoncie

Wsparty o granit skały na Giewontu szczyty Patrzę i zachód słońca wielbię, a me wargi Drżą hymnem uwielbienia, jak sypią się piargi,[2] Jak zamrożone w biegu głazów stalaktyty![3] Żelazny krzyż w dal błyszczy, rycerza cygaro Światu symbol odwieczny, a gencjany kwitną…[4] Niebo barwę przybrało opalno-błękitno- Malachitowowo-srebrno-pozłocisto-szarą. Z dali płynie ton smętny fujarki juhasa, Z kosodrzewu blask bucha, z ognia dym się wije, Cicho by było, gdyby Giewont jeszcze stał gdzie w kącie,

Wsparty o granit skały na Giewontu szczyty

Patrzę i zachód słońca wielbię, a me wargi

Drżą hymnem uwielbienia, jak sypią się piargi,[2]

Jak zamrożone w biegu głazów stalaktyty![3]

Żelazny krzyż w dal błyszczy, rycerza cygaro

Światu symbol odwieczny, a gencjany kwitną…[4]

Niebo barwę przybrało opalno-błękitno-

Malachitowowo-srebrno-pozłocisto-szarą.

Z dali płynie ton smętny fujarki juhasa,

Z kosodrzewu blask bucha, z ognia dym się wije,

Cicho by było, gdyby Giewont jeszcze stał gdzie w kącie,

A tak?… szarzeje w mroku granitowa masa

I można za ten pewnik oddać nawet szyję:

Znajdą cię i opiszą znów, biedny Giewoncie!

/1903 r./

Nieznajomi (symboliczny)

Nie mamy czasu spostrzec ich. Odchodzą

Milcząc i nigdy nas już nie poznają,

Inni stają i cicho nam się uśmiechają,

Zdają się chcieć coś mówić, lecz usta zawodzą

I ze zwieszoną głową szybko uciekają,

Jakby błąd swój spostrzegłszy, ale drzwi zostają

Otwarte i gadziny suną przez kobierce

I jakieś drżące echo wierci nam się serce.

Uciekli. Tam za Rzeką rozbili namioty,

Zatknęli w ziemię Sztandar, gdzie po jednej stronie

Serce w ciernie ubrane jasnym ogniem płonie.

Ale w nocy deszcz upadł i sztandaru godła

Spełzły, a wąska ścieżka, co ich tu przywiodła,

W strugę spłynąwszy błota, zabrała namioty.