Antynomia młodości

Małgocha Dziś są urodziny Małgochy. Małgocha to dwudziesto-trzy letnia dziewczyna o długich brązowych włosach i zielonych oczach. Ładna, drobna. Mieszkała wraz z ojcem na Krzyskiej, niedaleko jeziora. Często tam chodziła, aby jak sama mówiła „Pomyśleć.”. Matka odeszła. Małgocha jej nie pamięta. Dziewczyna kochała pisać. Nawet myślała o wydaniu własnej książki. Żeby spełnić swoje marzenia wybrała się na studia polonistyczne do sąsiedniego miasta. Miała dużo koleżanek, chłopaka Artura, który kochał ją nad życie.

Małgocha

Dziś są urodziny Małgochy. Małgocha to dwudziesto-trzy letnia dziewczyna o długich brązowych włosach i zielonych oczach. Ładna, drobna. Mieszkała wraz z ojcem na Krzyskiej, niedaleko jeziora. Często tam chodziła, aby jak sama mówiła „Pomyśleć.”. Matka odeszła. Małgocha jej nie pamięta. Dziewczyna kochała pisać. Nawet myślała o wydaniu własnej książki. Żeby spełnić swoje marzenia wybrała się na studia polonistyczne do sąsiedniego miasta. Miała dużo koleżanek, chłopaka Artura, który kochał ją nad życie. Wszyscy zazdrościli jej szczęścia i stateczności. Artur upiekł dziś tort, starannie zapakował, wziął ze sobą zapałki, żeby zapalić 23 świeczki. Idzie do Małgochy, ale nie na Krzyską. Kieruje się na cmentarz, ten niewielki, koło lasu. Małgocha nie żyje od roku. Popełniła samobójstwo skacząc do jeziora, niedaleko domu. Efekt Wertera? Nie sądzę. To nie pasuje do Małgochy. Nie była romantyczną indywidualistką, wiecznie samotną, wyalienowaną. Z resztą, z Arturem dobrze jej się układało, z ojcem też. Oboje byli dla niej całym światem- jak napisała w liście. Na ławce przed domem, pod kamieniem, w dniu swojego samobójstwa, zostawiła starannie wykaligrafowany list: Tato, Arturze, Jestem szczęśliwa. W życiu udało mi się zrobić wszystko, co sobie wymarzyłam, a co nie było dane innym. Mam kochającą rodzinę- Was, studiuję na dobrej uczelni, pewnie znalazłabym świetną pracę. Pamiętasz Arturze, jak kiedyś mówiłam ci, że spełniłam wszystkie swoje cele? Że równie dobrze mogłabym już odejść, by zrobić miejsce następnym? Ty wtedy powiedziałaś mi: „Głuptasie, jeśli odejdziemy, to razem, za jakieś 60 lat.” Nie chcę czekać 60 lat, czuję się spełniona jako człowiek, już teraz. Nie chcę być jak wszyscy, pod wpływem wszystkich, za zgodą wszystkich. Nie chcę się już dostosowywać, wiecznie grać. Chcę być wolna, a wiem, że tylko śmierć może mnie wyzwolić. Wiem, że samobójstwo to nie bohaterstwo, ale wyraz strachu przed życiem. Tak, boję się, nawet bardzo. Boję się życia. Przepraszam Was. To nie wasza wina. Byliście dla mnie wszystkim, co najwspanialsze. Arturze, opiekuj się tatą, gdy mnie już nie będzie, spróbuj znaleźć kogoś, kogo pokochasz tak jak mnie, a będzie to najszczęśliwsza istota na świecie. Tato, dbaj o siebie, wiem, że Artur Ci pomoże. Kocham Was, Małgocha „Co sprawia, że człowiek zaczyna nienawidzić sam siebie? Może tchórzostwo. Albo nieodłączny strach przed popełnieniem błędów, przed robieniem nie tego, czego inni oczekują.” Jak dochodzi do takiej sytuacji? Czy postawa konformistyczna pomaga, czy przeszkadza w życiu? Wygodniej jest myśleć samodzielnie, czy dać sobie „tłuc” do głowy stereotypy i dziwne normy, a tym samym ulec psychomanipulacji społecznej? Tak już w naszym świecie jest, że wszystko zawdzięczamy „komuś” i wcale nie przesadzam, kiedy piszę „wszystko”. Ale zacznijmy od początku. My, istoty ludzkie, nie jesteśmy samorodni i swoje przyjście na świat zawdzięczamy rodzicom, czyli naszym pierwszym „wszczepicielom” konformistycznych zachowań. To oni dają nam pierwszy „zastrzyk”, którego w prawdzie nie jesteśmy świadomi, ale to właśnie wszystkie powtarzane jak mantra: „bądź grzeczny”, „nie wygłupiaj się, „jak ty się zachowujesz?” odciskają na nas największe piętno, które później odbija się czkawką, przez całe życie. Za ich jeden uśmiech czy pochwałę, jesteśmy w stanie zrobić wszystko, bo tak działa system nagradzania i kar, który będzie nam towarzyszył do końca. Więc tak czy owak, od najmłodszych lat, świat uczy nas „wtapiania w tłum” i „nie wychylania się”, bo jeszcze niezbyt rozumiemy i nie potrafimy oceniać. Stopniowo zaczynamy, coraz częściej, robić to, na co nie mamy ochoty, ale w przekonaniu, że jest to dobre i otrzymamy za to zasłużoną nagrodę. Już w szkole podstawowej zaznajamiany się z pojęciami „nasza szkoła”, „nasza klasa”, „nasza pani”. Informacyjny wpływ społeczny zatacza coraz szersze kręgi. Każdy z nas ma swojego idola, swój autorytet, z którym chce się utożsamiać. Jednak któregoś dnia okazuje się, że „nasza pani” nie zawsze jest sprawiedliwa i uczciwa, że „nasi rodzice” nie zawsze dotrzymują słowa, że „nasi przyjaciele” nie zawsze są naszymi przyjaciółmi i że zasady, które nam wpojono, sięgają bruku, a świat nie jest taki wspaniały jak nam się wydawało. Zaczynamy zadawać sobie pytania, na które nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć. Pytamy innych, dorosłych. Okazuje się, że to tak, jakbyśmy nie pytali wcale, bo albo odpowiadają nam dziwacznie i zawile, albo zbywają, a do tego każą się uczyć i nie zajmować się głupimi sprawami. Jakby tego było mało, dowiadujemy się, że ktoś porwał młodą dziewczynę, że wybuchła wojna na wschodzie, zamordowano kilka osób, że świat dzieli się na ludzi i podludzi… Wkraczamy w coraz to nowe środowiska i tam oczekujemy odpowiedzi na nurtujące nas pytania, a ich ciągle przybywa. Często słyszymy: „Wy młodzi nadzieją naszego kraju”, „To wy budujecie przyszłość”, a my dalej nie wiemy, jak mamy cokolwiek zbudować, skoro nie potrafimy wyjaśnić najprostszych rzeczy. Wszyscy mają, wobec nas, coraz większe wymagania. Z jednej strony staramy się im sprostać, z drugiej zaś wolelibyśmy myśleć sami i wprowadzić trochę szaleństwa we własne życie, a najlepiej zbawić świat. Znów drapiemy się po głowie, buntujemy się i kombinujemy: jak w tym wszystkim odnaleźć siebie i jak się konformizmowi przeciwstawić. Bo przecież nie chcemy być inni. I mamy konflikt wewnętrzny pomiędzy normatywnym wpływem społecznym, czyli potrzebą bycia lubianym i akceptowanym a normami społecznymi, z którymi nie zawsze się zgadzamy. Pewnego, pięknego dnia dochodzimy do wniosku, że czy nam się to podoba, czy też nie, mamy coraz większą świadomość, że musimy się jakoś przystosować, aby nie pogoniono nas wilczym biletem. Zaczynamy więc, sami kształtować własną postawę społeczną, w oparciu o dotychczasowe doświadczenia. Wraz z wkroczeniem w dorosłość, otrzepujemy się z piór, które jeszcze zostały nam po odcięciu skrzydeł w dzieciństwie, bo nie chcemy już zawsze słyszeć, że sprawiamy kłopoty wychowawcze i że nic w życiu nie osiągniemy, jeśli będziemy zachowywać się jak dotychczas. W świecie, do którego nam tak prędko, będziemy musieli odgrywać wiele ról, choć jeszcze tego nie wiemy. Przed nami, bowiem „z góry” ustalone studia, a nawet kierunek, praca, dom, rodzina i Bóg wie, co jeszcze. W sumie, to wygodne, że ktoś decyduje za nas, a my przecież też będziemy mieć taką możliwość, gdy będziemy decydować za nasze dzieci. A co z tymi, którzy przyjęci nonkonformistyczną postawę życiową? Co z tymi, którzy, tak jak nasza bohaterka, nie umieli podporządkować się przyjętym przez ogół, nie zawsze wspaniałym normom społecznym? To zależy. Jeśli były one wzniosłe i pełne upragnionych ideałów, to towarzyszyły im stosy i szubienice. Jest wiele takich przypadków, o których doskonale wiemy z kart historii: najpierw buntownicy i wyrzutkowie, później bohaterowie i święci. Tyle, że po śmierci. „Nonkonformista jest niewygodny, bo zwraca na siebie uwagę, zmusza do mylenia, zadaje pytania, widzi problemy. Jego nie dało się „wychować i „uformować” tak, jak chciał tego świat, a więc trzeba go, ładnie powiedziawszy, „uciszyć”. Będzie on tępiony, ośmieszany i manipulacyjnie kompromitowany. To będą jego współczesny tortury, współczesna śmierć”. Tak ojciec Małgochy tłumaczy decyzję córki. „Małgocha zawsze starała się pozostać odrębnym ciałem w całej tej zakłamanej masie ludzkiej. Chciała żyć inaczej. Chciała by inni żyli inaczej. Pisała do różnych organizacji politycznych, prowadziła badania z dziedziny ekologii i globalizacji. Wszystko po to, by pokazać, że konformizmem niszczymy nie tylko siebie i swoje „ja”, ale wyrządzamy szkodę środowisku i przyszłym pokoleniom. Teraz już rozumiem jej decyzję, choć nie jest łatwo żyć z tym, że nie ma jej u mojego boku.” „Oto fragment przemówienia Małgochy, które przygotowywała miesiąc przed śmiercią”- mówi Artur. […]Dla „dobra i wygody” pozostałej masy ludzkiej, która już i tak nie ma nic do powiedzenia, trzeba wdrożyć coraz więcej sprzecznych przepisów prawnych, tak, by stworzyć gąszcz, w którym nikt się nie odnajdzie, a w końcu zgłupieje i podda się. Jednym słowem zrobić „wodę z mózgu”, który i tak powoli zamieniał się w substancję płynną i podsycić umiejętnie społeczne antagonizmy. Mówić o powszechnym dobru i szczęściu, które jest dostępne pod kilkoma prostymi warunkami, ograniczonymi oczywiście małym „kruczkiem”. Ale czym jest ten nikły kruczek, w porównaniu do późniejszego „wspaniałego happy end’u”, którego każdy pragnie i potrzebuje. Czy to katastroficzna wizja? Nie, albowiem zawsze znajdzie się nonkonformista, wariat- indywidualista, który wyrwie z letargu bezrefleksyjnego konformistę, po to, aby ten dał się „odczłowieczyć. […]. „Wiem, że to zabrzmi jak tekst z serialowego tasiemca, ale kochałem ją i nadal kocham. Zawsze myślałem, że Małgocha jest szczęśliwa, między innymi dlatego, że nie udaje, nie przybiera masek. Myliłem się. Nikt nie może być sobą we współczesnym świecie. Dlatego popełniła samobójstwo. Co to za życie, gdy nie można żyć tak, jak się chce? Na początku było mi ciężko, ale już zrozumiałem.” Magda, koleżanka Małgochy ze studiów, na cześć zmarłej, przygotowała wykład poświecony pojęciu konformizmu. Przyszło wiele osób, cała sala pękała w szwach. Magda zaczęła od motta, których od zawsze kierowała się Małgocha: „Jeśli dadzą Ci papier w linie, pisz w poprzek”. Później kontynuowała: Konformizm, w moim odczuciu, jest pojęciem bardzo złożonym i niejednoznacznym. Tak samo, jak niejednoznacznie wywiera się presję na ludziach dzisiejszego świata. Musimy być świadomi, że przez całe życie, ktoś każe nam „grać” i nie zawsze będzie to główna rola. Jednak my mamy wybór: możemy stać się tylko szmacianą marionetką w rękach władzy, która chce przecież dla nas jak najlepiej lub też realistycznie podchodzić do pewnych spraw i poprawnie analizować fakty oraz myśleć samodzielnie, bo każdy z nas jest szalony, a nie jest łatwo żyć z tą myślą.[…]. Albo… tak jak Małgocha, możemy się poddać, bo ona się po prostu poddała. Jak sama pisała „Boję się życia”. Nie była to w żadnym wypadku bohaterska śmierć, dla dobra ojczyzny, czy świata, współczesny prometeizm. „Szaleństwo to niemożność przekazania swoich myśli. Trochę tak, jakbyś znalazł się w obcym kraju- widzisz wszystko, pojmujesz, co się wokół dzieje, ale nie potrafisz się porozumieć i uzyskać z nikąd pomocy, bo nie mówisz językiem tubylców […] Bo wszyscy jesteśmy w jakiś sposób szaleni.”

BIBLIOGRAFIA:

  1. P. Coelho Weronika postanawia umrzeć, wyd. Drzewo Babel, Warszawa 2000r.
  2. M Król- Filewska Stanowczo, łagodnie, bez lęku, wyd. B, Warszawa 2009r.
  3. E. Donoghue Pokój, wyd. SONIA DRAGA, Katowice 2011r.