Balladyna - dokończenie opowiadania

Był pochmurny, jesienny dzień, zanosiło się na burzę. Byłem wtedy w lesie, chciałem odpocząć po ciężkim dniu kontemplując się pięknem przyrody. Uwielbiałem ten las, miałem w nim swoje ulubione miejsce, w które przychodziłem kiedy było mi źle. Był to niewielki wąwóz, w którym rosły piękne konwalie, a śpiew ptaków sprawiał, że człowiek czuł się lepiej. Gdy zobaczyłem czarne chmury na niebie oraz gdy na moją twarz spadły pierwsze krople deszczu, postanowiłem udać się do domu.

Był pochmurny, jesienny dzień, zanosiło się na burzę. Byłem wtedy w lesie, chciałem odpocząć po ciężkim dniu kontemplując się pięknem przyrody. Uwielbiałem ten las, miałem w nim swoje ulubione miejsce, w które przychodziłem kiedy było mi źle. Był to niewielki wąwóz, w którym rosły piękne konwalie, a śpiew ptaków sprawiał, że człowiek czuł się lepiej. Gdy zobaczyłem czarne chmury na niebie oraz gdy na moją twarz spadły pierwsze krople deszczu, postanowiłem udać się do domu. Wiedziałem, że przebywanie w lesie podczas burzy jest bardzo niebezpieczne. Byłem już blisko domu, gdy nagle przed oczami przemknęła mi Balladyna. Ona mnie nie widziała, lecz ja ją bardzo dokładnie. Była pięknie ubrana, miała na sobie fantastyczną purpurową kreację, a włosy jej były nadzwyczajnie upięte. W jej zachowaniu jednak było coś niepokojącego. Wyraźnie było widać, że jest czymś zdenerwowana. Balladyna bardzo szybko biegła, widocznie gdzieś jej się bardzo śpieszyło, musiała to być sprawa niecierpiąca zwłoki. Postanowiłem ją obserwować ponieważ, chciałem zobaczyć gdzie uda. Pobiegłem z nią mimo, że deszcz zaczął usilnie padać, a w tle było słychać grzmoty. Na skraju lasu widać było lichą chatkę, tam właśnie udała się moja żona. Nie mogłem wejść do środka dlatego też skryłem się pod oknem, które było otwarte. Dzięki temu, mogłem przysłuchiwać się rozmowie Balladyny z pustelnikiem. Gdy tylko weszła do sieni, rzekła do pustelnika: -Pustelniku mój drogi, proszę usuń plamę z mojego czoła, nie mogę jej niczym zmyć. Nastała cisza. Nie widziałem twarzy pustelnika ale wydawało mi się, że się nad czymś długo zastanawia. Balladyna również zamilkła. Po długiej chwili milczenia pustelnik przemówił: -Balladyno! Doskonale wiem co zrobiłaś! Zabiłaś własną siostrę dlatego, że to ona wygrała konkurs na żonę Kirkora. To Alina zebrała więcej malin do swoja dzbanka, niż Ty, dlatego zabiłaś ją nożem. Gdy usłyszałem te słowa moje serce zadrżało, nie wiedziałem co mam począć. Chciałbym, aby to był tylko sen. Dlaczego? Dlaczego Balladyna zabiła Alinę? Nie mogę sobie tego wyobrazić. To Alina powinna zostać moją żoną! Balladyna to oszustka. Deszcz coraz bardziej zaczął padać, grzmoty były coraz głośniejsze. Postanowiłem uciec, skryć się w moim ulubionym miejscu. Nie chciałem dłużej przysłuchiwać się rozmowie Balladyny i pustelnika. Słowa, które słyszałem bardzo mnie zabolały. Kiedy dotarłem już do swojej kryjówki, usiadłem na kamieniu, otaczały mnie wspaniałe konwalie. Z oczu płynęły mi łzy, jednak ptaki wyśpiewywały mi piękne melodie.