Zycie na poczekaniu

W poezji niesamowite jest to, że poprzez słowa potrafi ona przekazać niezwykłe emocje. Słowem ukazuje barwy świata i dzięki nim tworzy obrazy. Potrafi również zrobić coś dokładnie przeciwnego. Zbiera obrazy życia codziennego, aby móc potem je poskładać i wszystko to przelać w czyste słowa. Czytając je, w wyobraźni panuje pustka, słyszymy tylko słowa wypowiadane przez nas szeptem. Do takiej sytuacji dochodzę, czytając „Życie na poczekaniu” Wisławy Szymborskiej. Słowa płyną mózgową korą, doprowadzając do jakiejś refleksji, nie budując przy tym żadnego obrazu.

W poezji niesamowite jest to, że poprzez słowa potrafi ona przekazać niezwykłe emocje. Słowem ukazuje barwy świata i dzięki nim tworzy obrazy. Potrafi również zrobić coś dokładnie przeciwnego. Zbiera obrazy życia codziennego, aby móc potem je poskładać i wszystko to przelać w czyste słowa. Czytając je, w wyobraźni panuje pustka, słyszymy tylko słowa wypowiadane przez nas szeptem.

Do takiej sytuacji dochodzę, czytając „Życie na poczekaniu” Wisławy Szymborskiej. Słowa płyną mózgową korą, doprowadzając do jakiejś refleksji, nie budując przy tym żadnego obrazu. Może dzięki temu łatwiej je przyswoić, odebrać i zrozumieć? Są głębsze, bardziej docierają do świadomości?

Podmiot liryczny w wierszu ujawnia się dopiero w drugiej strofie. Wypowiada zdania w pierwszej osobie; „nie znam roli, którą gram”. Słowa te wskazują na to, iż „ja” liryczne to kobieta, aktorka. Cały utwór można potraktować jako monolog artystki, która w pewnym momencie życia dochodzi do rozmyślań na temat swojego własnego życia. Zaczyna się zastanawiać, analizować to, w jaki sposób funkcjonuje i jak odnajduje się w świecie. Pierwszą strofę można więc potraktować jako analizę, przeprowadzoną przez aktorkę: „Życie na poczekaniu. Przedstawienie bez próby. Ciało bez przymiarki. Głowa bez namysłu.” Podmiot liryczny dokonuje swoistej analizy życia, tego jak funkcjonuje w codzienności. Jej życie jest dynamiczne, bez chwili na zastanowienie, do czego tak naprawdę dąży. Również zastosowanie równoważników zdań i posłużenie się wyliczeniem służy dynamizacji strofy.

Szybkie tempo życia jest dla człowieka XXI wieku czymś naturalnym. Dążymy do samodoskonalenia, osiągania nowych celów. Podobnie jak aktorka, która nie zna swojej roli, tak człowiek coraz bardziej jest zagubiony w rzeczywistości. Wisława Szymborska wykorzystała koncepcję świata jako teatru, topos „theatrum mundi”. Życie człowieka jest jedynie rolą, którą trzeba odegrać na scenie świata. Podmiot liryczny mówi, że wie tylko, iż jego rola jest stworzona wyłącznie dla niego, jest także „niewymienna”. Zatem żaden inny człowiek nie będzie grał tego samego, ponadto roli, którą otrzymujemy, nie możemy zamienić na żadną inną. Można uznać, iż w wierszu poetka ukazała metaforę świata jako teatru, gdzie każdy człowiek jest jedynie aktorem z własną rolą do odegrania.

Przedstawienie, w którym bierze udział aktorka, jest improwizacją. Bez scenariusza aktorka próbuje sprostać wymaganiom i odgrywa własne kwestie na scenie. Całość przypomina bardziej happening, aniżeli wielką grę aktorską. „Ja” liryczne mówi: „kiepsko przygotowana do zaszczytu życia, narzucone mi tempo akcji znoszę z trudem”. Aktorka próbuje odnaleźć się w sytuacji, czuje się nieprzygotowana do gry. Jej życie jest improwizacją, chociaż wolałaby, żeby świat, w którym żyje, pozwolił jej na ustatkowane życie. Jednak ono przynosi jej same niespodzianki („potykam się co krok o nieznajomość rzeczy”). Niemniej życie nazwane zostało „zaszczytem”. Aktorka dostrzega jego wartość, lecz ubolewa nad niemożnością zatrzymania machiny teatru. W każdej chwili człowiek jest aktorem i każdą scenę może odegrać tylko raz, bez szansy na powtórzenie którejś kwestii. Podmiot liryczny mówi o tym z żalem; „nie do cofnięcia słowa i odruchy, (…) oto żałosne skutki tej nagłości”. Pęd życia sprawia, iż ludzie nie mają szansy na życie wspomnieniami, myśląc jedynie o kolejnych dniach, które mogą przynieść coś nieoczekiwanego. Paradoksalnie, nawet charakter człowieka nie ma czasu na prawdziwe ukształtowanie się, poetka porównuje ten proces do zapinania płaszcza („charakter jak płaszcz w biegu dopinany”).

Pierwsze wersy w ostatniej strofie można potraktować jako słowa goryczy wypowiedziane przez aktorkę („Gdyby choć jedną środę przećwiczyć zawczasu, albo choć jeden czwartek raz jeszcze powtórzyć!”). Użycie wykrzyknienia świadczy jedynie o sile emocji towarzyszących podmiotowi lirycznemu. Aktorka ubolewa, że nie można wrócić do odgrywanych wcześniej scen, skutkiem czego nie były one dopracowane do perfekcji. Gdyby dano jej jeszcze czas, prawdopodobnie postarałaby się o przećwiczenie swej kwestii, dążyłaby do udoskonalenia. Lecz „tu już piątek nadchodzi z nie znanym mi scenariuszem”. Jej rola nadal trwa, aktorka musi odgrywać kolejne improwizacje, choć jak sama mówi: „brzydzę się improwizacją”. Zostaje zmuszona do wiecznej gry aktorskiej, czego wyrazem są ostatnie słowa utworu; „I cokolwiek uczynię, zamieni się na zawsze w to, co uczyniłam.” Człowiek - aktor będzie odgrywał swoją rolę do końca życia, nie może jej porzucić ani też wymienić, gdyż jest ona „niewymienna”.

Warto zwrócić uwagę na tytuł wiersza – „Życie na poczekaniu”. Zestawiając go z pytaniem, które wypowiada „ja” liryczne („czy to w porządku?”), czytelnik może dojść do najważniejszego problemu, jaki poetka próbowała poruszyć w wierszu. Życie na poczekaniu, czy to w porządku?