Motyw końca świata w literaturze i sztuce XX wieku. Zinterpretuj podane przykłady ilustrując różnorodność jego ujęcia”

Witam serdecznie Szanowną Komisję. Swój wywód rozpocznę od przytoczenia wybranego przeze mnie tematu: „Motyw końca świata w literaturze i sztuce XX wieku. Zinterpretuj podane przykłady ilustrując różnorodność jego ujęcia”. Koniec świata – apokalipsa – jest tematem podejmowanym w literaturze i sztuce bardzo często. Od zarania dziejów towarzyszył człowiekowi lęk przed zagładą wszystkiego, co zna. Lęk ten znalazł swoje odzwierciedlenie w bardzo wielu tekstach, legendach i podaniach. Tekstem w całości skupionym na motywie końca świata jest niewątpliwie Apokalipsa św.

Witam serdecznie Szanowną Komisję. Swój wywód rozpocznę od przytoczenia wybranego przeze mnie tematu: „Motyw końca świata w literaturze i sztuce XX wieku. Zinterpretuj podane przykłady ilustrując różnorodność jego ujęcia”. Koniec świata – apokalipsa – jest tematem podejmowanym w literaturze i sztuce bardzo często. Od zarania dziejów towarzyszył człowiekowi lęk przed zagładą wszystkiego, co zna. Lęk ten znalazł swoje odzwierciedlenie w bardzo wielu tekstach, legendach i podaniach. Tekstem w całości skupionym na motywie końca świata jest niewątpliwie Apokalipsa św. Jana (Księga Objawienia św. Jana). Jest ona jedyną proroczą księgą Nowego Testamentu, opisującą wizję zagłady świata. Święty Jan stworzył dzieło uniwersalne i ponadczasowe. Ukazał zmaganie dobra ze złem, upadek ludzkości, ale także przywracanie światu ładu i sensu w wymiarze eschatologicznym (ostatecznym). Apokalipsa jest najbardziej tajemniczą księgą Nowego Testamentu. Występują w niej symboliczne wizje, obrazy, znaki i liczby. Stąd jak żadna inna biblijna księga doczekała się niezliczonej ilości interpretacji i komentarzy. Wciąż jest przywoływana i poddawana analizie. Symbolem śmierci w Apokalipsie jest jeden z Czterech Jeźdźców. Św. Jan posługując się językiem symboli przestrzega, przeraża ale także daje nadzieję. Nadzieja zapisana jest w zwycięskiej walce Archanioła Michała ze smokiem. Ostatnie słowa apokalipsy mają formę mądrego i łagodnego napomnienia. Czas zagłady jest bliski, ale apokalipsa jest tylko początkiem nowego. Jest drogą do łaski Bożej. Tajemnicza Apokalipsa św. Jana inspirowała wyobraźnię twórców wszystkich późniejszych epok. Często zwracano uwagę nie na wartości dydaktyczne dzieła, ale na jego katastroficzny charakter i przerażającą wymowę. Takie źródło ma zapewne określenie II W.Ś. mianem „apokalipsy spełnionej”. Ci, którym przyszło żyć w tych okrutnych czasach byli pewni, że na ich oczach spełniają się najbardziej przerażające wizje św. Jana. Niewątpliwie jednym z poetów posługujących się motywem apokaliptycznym jest Jan Kasprowicz w swoim hymnie „Dies irae”, co oznacza „Dzień gniewu”. Utwór Kasprowicz przedstawia proroczą wizję dnia zniszczenia znanego nam świata. Wizje te przedstawia pierwszy człowiek – Adam, który wypowiada się w imieniu całej ludzkości. Na początku swojego monologu Adam zapowiada co stanie się w dniu sądu ostatecznego. Będzie mu towarzyszyć granie trąb, dziwne, nadprzyrodzone zjawiska (krzepnięcie ognia, ściemnienie światła), będzie to czas niszczenia (obracania się w proch) historii świata. Wszystko to, oraz koniec całego życia na ziemi, zapowiada przybycie strasznego Sędziego – Boga Ojca. Zgodnie z zapowiedzią biblijnych proroków, na głos trąb wzywających na sąd boży, rozstępuje się ziemia i na powierzchnie wychodzi całe zło (żmije, węże, wszelkie robactwo). Na świecie szaleje niszczący ogień, słychać pękanie bloków skalnych, biją pioruny, rzeki i morza spływają krwią, upiory wstają z cmentarzy, na ziemi wyrastają miliony krzyży, drzewa padają strzaskane. Obraz końca świata prezentowany przez Adama jest przerażający i napawający grozą. Co ciekawe, Adam zwraca się do Boga, ale ten nie odpowiada. Pozostaje zimny i obojętny na cierpienie ludzi, które sam na nich sprowadza. Człowiek jest grzeszny, ale to nie jest jego winą, to Bóg go takiego stworzył, przez co jest pośrednim stwórcą zła. W ostatecznym rozrachunku Adam zwraca się do szatana, ponieważ tylko on wykazuje zainteresowanie ludzkim losem. Jest milczącym sprzymierzeńcem człowieka, który towarzyszy mu w drodze do wieczności. Podsumowując, obraz apokalipsy kreowany przez Kasprowicza jest niezwykle ekspresyjny. Cały poemat przeniknięty jest tonem przejmującego tragizmu i zwątpienia. Potęguje to impulsywność i spontaniczność wypowiedzenia, zmienny, pulsujący rozszalałym rytmem wewnętrznych napięć emocjonalnych nastrój, całkowity aintelektualizm, poddanie się absolutnie sile żywiołu stanowią tu jedyną „logikę” kompozycyjną i są źródłem owego dynamizmu wewnętrznego tego poematu. Do Apokalipsy nawiązuje także inny popularny polski poeta, Zbigniew Herbert. Wiersz „U wrót doliny” w dosłownym odczytaniu jawi się jako poetycka relacja z Sądu Ostatecznego. Według biblijnego, apokaliptycznego opisu końcowi świata będzie towarzyszyć spadanie z nieba trzeciej części gwiazd, oddaje to wers „po deszczu gwiazd”. Ziemia jest spalona w wyniku pożarów, towarzyszących apokalipsie. Wszyscy ludzie zebrali się w jednym miejscu, u wrót doliny (jak wskazuje tytuł), wraz z pilnującymi ich aniołami. Ludzie porównani są do stada owiec (wers „beczące stado dwunogów”), co z jednej strony ma skojarzenia negatywne (odczłowieczenie), a z drugiej strony pozytywne, biblijne (aluzja do “Bożej owczarni” z przypowieści o zabłąkanej owcy). W tym utworze Herbert posłużył się motywem Apokalipsy, by prawdopodobnie metaforycznie zobrazować wydarzenia i uczucia towarzyszące II Wojnie Światowej. Wnioskuję to z celowego unikania określeń „człowiek” lub „ludzie”. Tak więc w pierwszej strofie mamy określenie “wszyscy”, w następnej: “całe beczące stado dwunogów”, gdzie indziej występuje sam zaimek “oni” lub w ogóle ludzie są określani bezosobowo. Pojawiają się tylko określenia funkcji pełnionych w życiu: matki, dziecka, staruszki, drwala, chłopiska. Sadzę, że jest to celowy zabieg poetycki, który ukazuje “nieludzkość” owych czasów, dehumanizację człowieka. Człowiek zdaje się być istotą zdegradowaną, traktowaną jak zwierzę prowadzone na rzeź, nie posiada swej ludzkiej godności. Z drugiej strony obraz przedstawiony przez Herberta ewidentnie przywodzi na myśl selekcję ludzi z transportu na rampie kolejowej w Birkenau. Ozięble uśmiechający się aniołowie przypominają SS-manów bezwzględnie oddzielających od siebie bliskich. Odbierają im wszelkie przedmioty i dzielą, na „zbawionych” i „potępionych”. Wizja Herberta budzi przerażenie, lecz w porównaniu z wizją Krasickiego, Herbert stara się przybliżyć tragedię poszczególnych ludzi. Widzimy pojedynczą opuszczoną kobietę ( ona prosi…), staruszkę niosącą martwego kanarka, drwala przyciskającego siekierę do piersi - każde z nich trzyma coś cennego dla siebie, coś martwego, ale nadal łączącego ich z życiem doczesnym. Wiersz “U wrót doliny” nie jest więc tylko “przerobioną” wersją Apokalipsy. Za pomocą obrazowania biblijnego Herbert ukazuje okrucieństwo czasów II wojny światowej. Odchodząc na chwilę od motywu biblijnej Apokalipsy, chciałabym przedstawić motyw końca świata w całkowicie odmiennym ujęciu. Mam na myśli „Małą apokalipsę” Tadeusza Konwickiego. Co ciekawe, już sam tytuł jest przewrotny. Apokalipsa, jako koniec świata, narodu, czy kultury, sugeruje wielkie wybuchy, trzęsienia ziemi i wszechogarniającą rozpacz, na pewno nie można nazwać jej „małą”. W tym wypadku taka jest, ponieważ mały jest człowiek, którego dotyka i świat przez niego stworzony. Główny, bezimienny bohater, przechadza się ulicami Warszawy w PRL-owskiej rzeczywistości. Na końcu drogi czeka na niego nieuchronna śmierć. Musi podjąć decyzję, czy w wyrazie politycznego protestu przeciwko przyłączeniu PRL-u do Związku Radzieckiego dokonać samospalenia przed Biurem Politycznym. W trakcie tego spaceru bohater przeżywa swój własny, osobisty koniec świata. „Oto nadchodzi koniec Świata. Oto nadciąga, zbliża się, czy raczej przypełza mój własny koniec Świata. Koniec mego osobistego Świata. Ale zanim mój wszechświat rozpadnie się w gruzy, rozsypie na atomy, eksploduje w próżnię, czeka mnie jeszcze ostatni kilometr mojej Golgoty, ostatnie okrążenie w tym maratonie, ostatnich kilka szczebli w dół albo w górę po drabinie bezsensu.” Tej apokalipsie nie towarzyszą żadne szczególne znaki, nie ma archaniołów, trąb, żadnych bestii ani jeźdźców. Przeciwnie, ogranicza się niemal do prywatnej sfery samego bohatera – wydaje się on być jedynym, który osiągnął tak wysoki stopień świadomości – a co za tym idzie: Apokalipsa (zjawisko powszechne, dotyczące całego wszechświata) zostaje w pewnym sensie sprywatyzowana. Ważnym wnioskiem płynącym z “Małej apokalipsy” jest właśnie owa samotność w chwili śmierci, ów jednostkowy charakter zagłady. Śmierć nie jest czymś, co byłoby udziałem wszystkich, człowiek zawsze umiera samotnie i to właśnie jest jego koniec świata. Innego nie ma, wszystko kończy się tej jednej chwili. Chcę zakończyć mój wywód jeszcze jednym przykładem wykorzystania motywu końca świata. Nie przypadkowo zostawiłam go na koniec. We wszystkich wizjach apokalipsa przedstawiona jest jako moment całkowitej zmiany. Świat przestaje funkcjonować. Wszystko na ziemi ustaje. Cała ziemia i jej mieszkańcy stają przed porażającym doświadczeniem swego końca. Ten wiersz, moim zdaniem, przedstawia diametralnie różny obraz końca świata, jakby zaprzeczenie tradycyjnego wyobrażenia apokalipsy. Mówię oczywiście o „Piosence o końcu świata” Czesława Miłosza. Ten tytuł to właściwie oksymoron (sprzeczność). Słowo „piosenka”, oznaczające lekki, wesoły utwór, co kontrastuje z tematem apokalipsy. Jest to jednak zabieg jak najbardziej celowy. Miłosz stawia jasną, chociaż zadziwiającą tezę: Koniec świata dokona się niepostrzeżenie. Rozczarują się ci, którzy będą oczekiwali specjalnych znaków i archanielskich trąb. Dzień końca świata będzie bardzo zwyczajny: pszczoła krąży nad kwiatem nasturcji, kobiety idą pod parasolkami, pijak zasypia na brzegu trawnika. Poeta szydzi ze współczesnych ludzi którzy nie chcą pamiętać o śmierci i rzeczach ostatecznych. Przeżywają kolejne dni, jakby nie zdawali sobie sprawy, że nieuchronnie podążają do końca swojej egzystencji. Lektura wiersza Miłosza pozwala jednak postawić pytanie, czy rzeczywiście jednak nikt nie spodziewał się, że koniec świata będzie tak właśnie wyglądał? Otóż, jak pisze poeta, jednak nie. Oto znalazł się “siwy staruszek”, który zdaje się nie być zdziwionym tym jak przebiega apokalipsa. Jak czytamy: “Tylko siwy staruszek, który byłby prorokiem, Ale nie jest prorokiem, bo ma inne zajęcie, Powiada przewiązując pomidory: Innego końca świata nie będzie, Innego końca świata nie będzie.” Postać staruszka zasługuje na szczególną uwagę. To postać niezwykła. Postać proroka, który niespodziewanie potrafił zobaczyć i przepowiedzieć coś, czego nie dostrzegali inni. Tylko on, znający życie i pogodzony ze swym losem nie zdumiał się gdy niepostrzeżenie nastał koniec świata. Tylko on umiał dostrzec zmianę i być może tylko on przyjął ja za spokojem, bo był na nią przygotowany. Czesław Miłosz tak samo jak święty Jan nie pragnie przerażać, chce przypomnieć, że problemy eschatologiczne muszą być obecne w naszym systemie wartości. Nasz własny koniec świata staje się każdego dnia, być może innego końca świata nie będzie. Tajemnica przyszłości, sprawy ostateczne zawsze były kwestiami inspirującymi wyobraźnię i niezwykle fascynującymi. Twórcy literatury i sztuki sięgali po motyw apokalipsy, wykorzystując go jako element dydaktycznego przesłania. Apokalipsa służyła również kreowaniu niezwykłych fantastycznych wizji. Koniec świata wielokrotnie zyskiwał wymiar filozoficzny, był punktem wyjścia do ciekawych refleksji egzystencjalnych. Słowem podsumowania: mimo prób rozwikłania, zagadka końca świata nie zostanie rozwiązana aż do czasu jego nadejścia. Do tego czasu także, by móc oswoić się z myślą o nieuchronnej śmierci, ludzie tworzyć będą własne wizje ukazujące kres ludzkiego świata. Dziękuję Szanownej Komisji za wysłuchanie mojego wywodu.