józio

Józio trafia do państwa Młodziaków, którzy uważają się za ludzi na wskroś nowoczesnych. Pimko, który zabiera bohatera do ich domu, pragnie, by ten zakochał się w szesnastoletniej córce gospodarzy – wysportowanej pensjonarce o imieniu Zuta. Józio rzeczywiście się w niej zakochuje, podobnie jak jego kolega z klasy, Kopyrda, ale dziewczyna nie zwraca na nich uwagi. Bohater przekonany jest, że Młodziakowie są w rzeczywistości tradycjonalistami i próbuje ich zdemaskować: wrzuca do zupy śmieci i podgląda gospodarzy w łazience.

Józio trafia do państwa Młodziaków, którzy uważają się za ludzi na wskroś nowoczesnych. Pimko, który zabiera bohatera do ich domu, pragnie, by ten zakochał się w szesnastoletniej córce gospodarzy – wysportowanej pensjonarce o imieniu Zuta. Józio rzeczywiście się w niej zakochuje, podobnie jak jego kolega z klasy, Kopyrda, ale dziewczyna nie zwraca na nich uwagi. Bohater przekonany jest, że Młodziakowie są w rzeczywistości tradycjonalistami i próbuje ich zdemaskować: wrzuca do zupy śmieci i podgląda gospodarzy w łazience. Aranżuje też spotkanie z dwoma wielbicielami Zuty – podrabiając jej pismo zwabia do domu nocną porą Kopyrdę i Pimkę. Kiedy nieproszeni goście zostają odkryci, w domu wybucha awantura. Na wsi Miętus wraz z Józiem w poszukiwaniach autentycznego, czyli nieskażonego nauką w mieście parobka – sztuczną „gębą”, jak powiada Miętus – trafiają do posiadłości ciotki Józia, pani Hurleckiej. Ta wspomina dzieciństwo bohatera, co z kolei jeszcze bardziej wpędza trzydziestoletniego Józia w młodzieńczą niewinność. Na miejscu poznaje on swoją rodzinę: wuja Konstantego oraz kuzynostwo Zygmunta i Zosię. Miętus z kolei zainteresowany jest wyłącznie parobkiem, i kiedy Józio, by uniemożliwić mu zbratanie się ze służącym, policzkuje parobka, Miętus pod osłoną nocy udaje się do kuchni, gdzie nakłania spoliczkowanego, by ten uderzył go w twarz. W ten sposób udaje mu się jednak zbratać z Walkiem.

Józio, który wyjechał na wieś, by uciec przed formą, uświadamia sobie, że nawet w tym miejscu nie jest to możliwe. Uleganie formie zarzuca mu właśnie Miętus, który czas spędza wyłącznie w towarzystwie służby, a nawet zaczyna mówić ich gwarą. Wzbudza to zaniepokojenie wuja Konstantego, który zainteresowanie chłopca parobkiem składa na karby jego skłonności homoseksualnych. Kiedy chłopcy mają powrócić do Warszawy, Miętalski próbuje przemycić ze sobą parobka – przeszkadzają mu w tym jednak domownicy, którzy postanawiają dać mu nauczkę, co kończy się awanturą.

Józio postanawia uciec z dworu, zabierając ze sobą Zosię. Po drodze całuje ją w usta, tłumacząc się: „musiałem ucałować swoją gębą jej gębę, gdyż ona swoją gębą moją ucałowała gębę”. Choć Józiowi udaje się uciec, wie, że ucieczka przed formą nie jest możliwa – z jednej można tylko popaść w drugą; podobnie jak z ucieczką przed człowiekiem – która prowadzi tylko w ramiona innego człowieka. Ostatnie słowaFerdydurke to: „Uciekam z gębą w rękach” i: „Koniec i bomba / A kto czytał, ten trąba!”.