Literackie wizerunki przyjaźni i przyjaciół

Przyjaźń według Arystotelesa to cnota. Podzielam to zdanie, gdyż nie jest łatwo być prawdziwym przyjacielem dla drugiej osoby. Wymaga to wielu starań, często wyrzeczeń. Trudno też zdobyć przyjaciela. Przyjaźń to: zaufanie, wierność, życzliwość i szczerość. Dla każdego człowieka słowo „przyjaźń” ma odmienne znaczenie. Jeden nazywa przyjacielem osobę, która przebywa z nim większość czasu. Inni znów potrzebują przyjaciół do załatwiania spraw, z którymi sami nie daliby sobie rady. Znalezienie przyjaźni jest bardzo trudne, możliwe, że najtrudniejsze(w naszym życiu).

Przyjaźń według Arystotelesa to cnota. Podzielam to zdanie, gdyż nie jest łatwo być prawdziwym przyjacielem dla drugiej osoby. Wymaga to wielu starań, często wyrzeczeń. Trudno też zdobyć przyjaciela. Przyjaźń to: zaufanie, wierność, życzliwość i szczerość. Dla każdego człowieka słowo „przyjaźń” ma odmienne znaczenie. Jeden nazywa przyjacielem osobę, która przebywa z nim większość czasu. Inni znów potrzebują przyjaciół do załatwiania spraw, z którymi sami nie daliby sobie rady. Znalezienie przyjaźni jest bardzo trudne, możliwe, że najtrudniejsze(w naszym życiu). Każda osoba chce mieć kogoś, kto wysłucha i doradzi w trudnych chwilach . W literaturze chyba łatwiej znaleźć przykład prawdziwej przyjaźni niż w życiu. W micie o wojnie trojańskiej spotykamy dwóch bohaterów Patroklosa i Achillesa. Obaj dzielnie walczyli, aby zdobyć Troję i uwolnić Helenę. Gdy doszło do konfliktu między Achillesem a Agamemnonem i Achilles postanowił wycofać się z walki, Grecy zaczęli ponosić klęskę za klęską. Bohater bowiem był herosem, miał nieśmiertelne ciało, z wyjątkiem pięty. Kiedy walczył, siał spustoszenie w szeregach wrogów. Patroklosowi zrobiło się żal Greków, tym bardziej, że któregoś dnia Hektor przeszedł rów i wdarł się na wały, a przerażeni Grecy uciekali do okrętów. Za zgodą Achillesa przywdział jego zbroję i rozpoczął walkę, ale nie był tak silny i zręczny jak Achilles. Odparł wraz z wojskiem atak Trojańczyków, ale zginął z ręki Hektora. Po stracie przyjaciela Achilles straszliwie rozpaczał. Trudno opisać jego ogromne cierpienie i ból. Posypał głowę popiołem i płakał. W nowej zbroi przyniesionej mu przez matkę Tetydę wrócił do walki i zabił całe szeregi nieprzyjaciół. Pomścił śmierć przyjaciela, zabijając w pojedynku Hektora. Jego ciało wlókł za swym wozem. Wydał je dopiero jego ojcu Priamowi. Tylko prawdziwy przyjaciel potrafi tak rozpaczać, a później dzielnie walczyć, aby pomścić bratnią duszę. Jak brat był dla Świętoszka Orgon. Srodze się jednak na nim zawiódł, bo Tartuffe okazał się przyjacielem fałszywym. Orgon dostrzegł go w kościele. Wzruszył się widokiem biedaka, który żarliwie się modlił, leżąc na ziemi krzyżem. Przyjął go pod swój dach. Traktował lepiej niż żonę i dzieci. Zauroczony religijnością Świętoszka przepisał na niego swój majątek. Wydziedziczył syna. Chciał, aby jego córka Marianna poślubiła Tartuffa. Niestety, Świętoszek odpłacił mu okrucieństwem. Chciał uwieść jego żonę Elmirę, nakazał jego rodzinie opuścić dom, który Orgon nieopatrznie przepisał na niego. Obłudnik oskarżył nawet swojego dobroczyńcę o działanie na szkodę księcia. Gdyby książę nie rozpoznał w Tartuffie długo poszukiwanego oszusta, naiwny Orgon trafiłby do więzienia. Historia ta powinna być (dla nas) przestrogą, aby nie dać się zwieść fałszywym przyjaciołom. Werter to bohater powieści epistolarnej Goethego. Miał on serdecznego przyjaciela Wilhelma, do którego pisał listy. Zwierzał mu się w nich ze wszystkiego. Opowiadał o miłości do Lotty, opisywał czas z nią spędzony. Wilhelm wiedział wszystko o Werterze. Znał jego stosunek do rodzeństwa oraz narzeczonego ukochanej Alberta. Wiedział, kiedy Werter opuścił Lottę i zaczął pracować u posła. Był świadomy, jakie nieprzyjemności spotykały przyjaciela ze strony arystokracji. Widzimy więc, że Werter bezgranicznie ufał Wilhelmowi, był pewien, że ten go nie zdradzi i zawsze zrozumie. Wilhelm to powiernik najskrytszych myśli Wertera. Przebywał on w rodzinnych stronach bohatera. Zachęcał przyjaciela, aby do nich powrócił. Werter jednak nigdy się na to nie zdecydował. Nie posłuchał Wilhelma, jedynie dziękował mu w liście z 20 grudnia 1772 roku za propozycję. Bohater na pewno czuł wsparcie duchowe ze strony przyjaciela, jednak nawet tak wielka przyjaźń okazała się bezradna wobec miłości Wertera do Lotty. W „Odzie do młodości” Adam Mickiewicz podkreślił siłę przyjaźni. Gdy młodzi ludzie przyjaźnią się, osiągają to, czego pragną. Pomagają sobie, działają zjednoczeni i to powoduje, że realizują marzenia. „Oda do młodości” to program ideowy filomatów i filaretów. Towarzystwo Filomatów i Filaretów miało przygotować młodzież do działalności w różnych dziedzinach życia narodu pozbawionego własnej państwowości. Utwór Mickiewicza zachęca młodych do wspólnego działania. Przyjaźń to gwarancja jedności. Młodzi, czyli romantycy powinni współpracować. Nie mogą być tacy jak klasycy, przedstawiciele oświecenia koncentrujący się na sobie i nie potrafiący współdziałać. Mickiewicz wierzył, że przyjaźń i uczucia spowodują, że romantycy stworzą zupełnie nowy świat.

Równie pięknie i wzruszająco o przyjaźni Ignacego Rzeckiego i Stanisława Wokulskiego mówi „Lalka” Bolesława Prusa. Rzecki poznał Wokulskiego, gdy ten pracował jako subiekt w winiarni Hopfera. Od razu zwrócił na niego uwagę, tym bardziej, że Machalski jego znajomy mówił mu, że Wokulski skonstruował maszynę pompującą wodę z dołu do góry i wylewającą ją na koło. Ignacy zauważył też, że Stanisław kupuje książki. Zinterpretował to po swojemu: uznał, że ktoś taki mógłby być dobrym politykiem. Od tej pory był ciągle przy nim. W swoim pamiętniku wspominał o spotkaniach Wokulskiego ze spiskowcami, szczególnie z konspiratorem Leonem. Gdy w 1861 Stanisław zrezygnował z pracy u Hopfera, by chodzić na akademickie wykłady, Rzecki pozwolił mu mieszkać u siebie. W pamiętniku opisał jak wyglądało pożegnanie Wokulskiego z winiarnią. Koledzy odstawili drabinkę, dzięki której można było wyjść z piwnicy i znaleźć się w izbie. Stanisław wydobył się z piwnicy dzięki swej sile. Chwycił za krawędź otworu i wydźwignął się. Ignacy uznał to za symbol życia swego przyjaciela - „mozolnego wydzierania się ze sklepu Hopfera w szerszy świat”. Zdawał sobie sprawę, że Wokulski wskutek udziału w Powstaniu Styczniowym nie ukończył Szkoły Głównej. Podziwiał przyjaciela za pracowitość i oddanie dla kraju. Opisywał w pamiętniku jak Stanisław w czasie Powstania po parę dni nie bywał w domu Zdarzało się, że przyprowadzał na noc innych powstańców. Rzecki był pierwszą osobą, do której skierował swe kroki Wokulski po powrocie z zesłania na Syberii. Widać jak bardzo mu ufał i liczył na jego pomoc. Pomoc Ignacego okazała sie nieoceniona, gdyż Stanisław nigdzie nie mógł znaleźć pracy. Nie chcieli go zatrudnić ani kupcy ani uczeni. Dla Rzeckiego był to dowód na to, że Wokulski to człowiek skrzywdzony przez społeczeństwo. Później, gdy ten został właścicielem sklepu i gdzieś wyjeżdżał czy to na wojnę turecko-rosyjską czy do Paryża, swój sklep pozostawiał pod opieką przyjaciela. Ufał mu bezgranicznie i nigdy się na nim nie zawiódł. Rzecki zdawał sobie sprawę z wielkiej miłości Wokulskiego do Izabeli Łęckiej, lecz nie rozumiał tego uczucia. Chciał, aby Stanisław poślubił Stawską, w której to sam Rzecki się kochał, ale bohatersko zrezygnował z tej miłości dla przyjaciela. Każdy chciałby przyjaźnić się z takim człowiekiem, jakim był Rzecki. Również Wokulski dawał przykłady swego przywiązania do Ignacego. Gdy zbudował nowy sklep, urządził przyjacielowi pokój przy sklepie tak, że był identyczny jak poprzedni pokoik Rzeckiego. Znalazły się tam: zakratowane okna, zielona firanka, czarny stół, żelazne łóżko, dubeltówka i pudło z gitarą… Takiej przyjaźni można tylko zazdrościć. Przyjaciele byli wobec siebie szczerzy i lojalni. Wokulski często odwiedzał Rzeckiego, aby z nim porozmawiać. Ignacy bezwzględnie ufał Stanisławowi. Nawet wtedy, gdy nie rozumiał celów jego działań, wierzył, że Wokulski ma powody, by postępować właśnie w ten sposób. Traktował Wokulskiego jak własnego syna. O wielkiej przyjaźni można mówić także w przypadku Razumichina i Raskolnikowa, bohaterów „Zbrodni i kary” Dostojewskiego. Jest to przyjaźń jednostronna, gdyż to Razumichin robił wszystko, aby pomóc Rodionowi. Natomiast Raskolnikow pogrążony w depresji, nieskory do kontaktów z innymi ludźmi po prostu z tej przyjaźni korzystał. Poznali się w Petersburgu na uniwersytecie, na którym studiowali. Obaj byli ubodzy. Razumichin znosił biedę znacznie lepiej od Raskolnikowa. Mężnie wytrzymywał głód i mrozy. Zdobywał środki na utrzymanie, imając się różnych prac. Najczęściej dawał korepetycje lub tłumaczył różne teksty. Zawsze był wesoły, wylewny i prostoduszny. Miał wielu przyjaciół. Wszyscy go lubili. Nawet tak zamknięty w sobie człowiek jak Raskolnikow tylko z nim rozmawiał i szczerze wymieniał się poglądami. Gdy Rodion rozchorował się po zabiciu lichwiarki i jej siostry, Razumichin pielęgnował go w chorobie. Sprowadził do niego lekarza Zosimowa. Przekonał gospodynię przyjaciela, że ten po wyzdrowieniu zapłaci zaległe komorne, dlatego też weksel podpisany przez Raskolnikowa w związku z długiem u gospodyni trafił do jego rąk. Razumichin sam karmił i poił chorego. Gdy w odwiedziny do Rodiona przyjechały jego matka i siostra, zajmował się również nimi. Pocieszał je, gdy przyjaciel był wobec nich nieczuły i obojętny. Zakochał się w siostrze Raskolnikowa Duni, poślubił ją. Cały czas wspierał Rodiona, nawet wtedy, gdy już wiedział, iż to on zabił lichwiarkę Alonę i jej siostrę Lizawietę. W czasie procesu Raskolnikowa Razumichin opowiedział sądowi, jak Rodion pomagał koledze, studentowi choremu na gruźlicę, utrzymywał go przez pół roku, a po jego śmierci umieścił chorego ojca kolegi w lecznicy. Miało to oczywiście pozytywny wpływ na rozstrzygniecie losów Raskolnikowa. Odwiedzał go w więzieniu, a po zesłaniu Rodiona na Syberię, razem z Dunią myśleli o tym, aby osiedlić się tam, gdzie przebywał Raskolnikow. Tak pomagać może tylko prawdziwy przyjaciel. Wszystkie czyny Razumichina były bezinteresowne. Przyjaźń połączyła też bohaterów „Ludzi bezdomnych” Stefana Żeromskiego. Chodzi oczywiście o Tomasza Judyma i inżyniera Korzeckiego. Poznali się w Paryżu. Następnie spędzali razem czas w Szwajcarii. Korzecki leczył tam skołatane nerwy, a Judym towarzyszył mu jako lekarz i przyjaciel. Po trzech miesiącach rozstali się. Tomasz pojechał do Francji, a Korzecki wrócił do kraju. Ponownie spotkali się na dworcu, gdy Judym stracił pracę w Cisach i nie wiedział, co ze sobą zrobić. Korzecki zauważył przygnębienie Tomasza. Nie wypytywał go o przyczyny złego nastroju. Wykazał się delikatnością. Zabrał przyjaciela na Śląsk do Sosnowca. Judym skwapliwie skorzystał z propozycji inżyniera, przyniosła mu ona ulgę, cieszył się, że nie musi wracać do Warszawy. W Sosnowcu Tomasz został lekarzem przy jednej z kopalń. Leczył górników, starał się też pomóc Korzeckiemu, który mimo iż pracował, odczuwał pustkę, ciągle myślał o śmierci. Chciał się jej nie bać. Mówił do Judyma: „Chcę znać życie i śmierć tak z bliska, abym mógł obojętnie spoglądać na jedno i na drugie”. Tomasz zdawał sobie sprawę, że w Korzeckim jest jakiś niepokój, który nie pozwala mu żyć. Radził mu, aby spacerował, dużo czasu poświęcał rozrywkom. Uważał, że Korzeckiemu najlepiej byłoby na wsi. Inżynier odrzucił propozycję przyjaciela, ale ciągle z nim rozmawiał, wieczorne spotkania z nim i dyskusje przynosiły mu ulgę. Gdy Korzecki odebrał sobie życie, Judym nie miał już przyjaciela na Śląsku. Przedstawione przeze mnie przykłady bohaterów świadczą o tym, że prawdziwy przyjaciel zawsze śpieszy z pomocą, potrafi słuchać, rozumie rozterki i problemy drugiej osoby. To ktoś, do kogo mamy całkowite zaufanie. Gdy mamy przyjaciela, nie czujemy się samotni.