Idea utylitaryzmu w "Nad Niemnem"

Utylitaryzm jest - jakby spojrzeć na niego obiektywnie – jednym wielkim paradoksem. Wydaje się być bardzo logiczny, bowiem kto w życiu chciałby nie kierować się zdrowym rozsądkiem? Z drugiej jednak strony jest czymś brzydkim, w pewnym sensie złym, co zabija w nas wszystko to, co czyni nas ludźmi. Pojęcie to rozpowszechnił filozof europejski John Stuart Mill. Określa je, jako doktrynę etyczną, według której pożytek jednostki lub społeczeństwa powinien stanowić najwyższy cel moralny postępowania ludzi, zakładająca, że dążenie do dobra własnego sprzyja pomnażaniu dobra społecznego.

Utylitaryzm jest - jakby spojrzeć na niego obiektywnie – jednym wielkim paradoksem. Wydaje się być bardzo logiczny, bowiem kto w życiu chciałby nie kierować się zdrowym rozsądkiem? Z drugiej jednak strony jest czymś brzydkim, w pewnym sensie złym, co zabija w nas wszystko to, co czyni nas ludźmi. Pojęcie to rozpowszechnił filozof europejski John Stuart Mill. Określa je, jako doktrynę etyczną, według której pożytek jednostki lub społeczeństwa powinien stanowić najwyższy cel moralny postępowania ludzi, zakładająca, że dążenie do dobra własnego sprzyja pomnażaniu dobra społecznego. Jest to nauka, która przyjmuje, jako podstawę moralności użyteczność, czyli zasadę największego szczęścia, głosi, że czyny są dobre, jeżeli przyczyniają się do szczęścia, złe, jeżeli przyczyniają się do czegoś przeciwnego. Przez przyjemność rozumie się przyjemność i brak cierpienia; przez nieszczęście – cierpienie i brak przyjemności. Ważne miejsce zajmuje w powieści Nad Niemnem Elizy Orzeszkowej praca i jej znaczenie w życiu bohaterów. W myśl pozytywistycznego utylitaryzmu, w powieści uwypuklony jest etos pracy i społecznej użyteczności człowieka. W „Nad Niemnem” liczne są sceny, przedstawiające pracujących ludzi. Wiele jest również opisów prac i zajęć, związanych z egzystencją na wsi, uprawą roli czy też prowadzeniem gospodarstwa. Wielu bohaterów można określić mianem pracowitych, lecz nie zawsze ich pracowitość odzwierciedla to, co jednoznacznie określałoby wartości utylitarne. Po pierwsze, praca uszlachetnia człowieka, czyni go lepszym i odporniejszym, stanowi miernik jego wartości. Po drugie, „bycie użytecznym” oznacza działanie na rzecz drugiego człowieka. Postawa taka jednak wymaga porozumienia i właściwych wzajemnych relacji międzyludzkich, opartych na życzliwości i sympatii. Wystarczy popatrzeć na los tych, którzy są „pasożytami”, np. Emilia Korczyńska, Teofil Różyc i Zygmunt Korczyński. Grupa ta jest próżniacza i bezużyteczna. Brak im motywów do życia, nie widzi sensu istnienia, są nieszczęśliwi, ospali, bierni, słabi na ciele i na duszy. Charakteryzuje ich sztuczność uczuć, manier i fałsz. Nie przywiązują żadnej wagi do ziemi rodzimej. Emilia Korczyńska spędza całe dnie, czytając francuskie romanse i szuka ucieczki przed szarą rzeczywistością w świecie wyobraźni i marzeń. Jest znudzona życiem na wsi, nie potrafi wspierać męża w jego staraniach o utrzymanie majątku ani nie rozumie jego poglądów. Zygmunt Korczyński po latach zagranicznych wojaży, nie potrafi odnaleźć się na prowincji, jest zmanierowany, znudzony małżeństwem i czuje się niespełnionym artystą. Nie interesuje się rodowymi Osowcami, chłopów ironicznie nazywa „bydłem” i nie przywiązuje wagi do narodowej tradycji. Teofil Różyc skupia się przede wszystkim na zaspokajaniu własnych przyjemności, trwoniąc majątek na morfinę i romanse z kobietami. Postawa tych bohaterów budzi niechęć czytelnika i sprawia, iż są oni społecznie nieużyteczni. Brak pracy i jakiegokolwiek pożytecznego zajęcia, niszczy ich ciała i umysły, jest niczym choroba, która deprecjonuje ich osobowości i jałowi umysły. Najwięcej wysiłku w pracę, której nadrzędnym celem jest utrzymanie rodowego majątku, wkłada Benedykt Korczyński. Czytelnik często widzi go podczas wykonywania rozmaitych obowiązków, zmęczonego piętrzącymi się trudami i osamotnionego w prowadzeniu gospodarstwa. Jego trud jednak w dużej mierze idzie na marne, ponieważ nie przyczynia się do pomnażania wspólnego dobra mieszkańców nadniemeńskiej okolicy. Dodatkowo zatarg z Bohatyrowiczami niszczy demokratyczne idee wolnościowe, o które walczyli i w imię, których ginęli powstańcy. Także praca Marty Korczyńskiej nie nosi znamion wartości utylitarnych. W młodości odrzuciła miłość i szansę na szczęście u boku Anzelma, w dużej mierze obawiając się ciężkiej pracy w zubożałym zaścianku. Będąc dojrzałą i zgorzkniałą kobietą uświadomiła sobie, że nie uniknęła swego losu i poświęciła się żmudnej pomocy w prowadzeniu domu Benedykta, czując się dzięki temu potrzebną i widząc w tym jakikolwiek sens życia.

Zupełnie inny charakter ma praca Bohatyrowiczów. Mieszkańcy zaścianka czerpią z niej prawdziwą radość, wykazują szczere chęci w podejmowaniu trudu życia codziennego i umiejętnie współdziałają ze sobą, okazując sobie wzajemną pomoc i wsparcie. Są zmęczeni wykonywaniem swych obowiązków, lecz żmudna praca nie stanowi dla nich przekleństwa i nie kojarzy im się z bezcelowym wysiłkiem. Dla nich praca jest najwyższą wartością i miarą człowieczeństwa, a wkładany w nią wysiłek nadaje sens ich życia i wzbogaca je. Czytelnik często widzi ich strudzonych, ale zarazem uśmiechniętych, śpiewających, rozmawiających ze sobą i żartujących. Praca jest dla nich nie tylko wspólnym działaniem, przynoszącym pożytek wszystkim, lecz jednocześnie daje im możliwość przynależenia do wspólnoty i integrowania się z nią. Bohatyrowiczowie szczerze kochają swą mozolną pracę, która ma dla nich najwyższą wartość, ponieważ jest źródłem ich utrzymania, daje im poczucie wolności oraz godności osobistej. Poprzez pracę realizują swe życiowe ambicje i aspiracje, czują się w pełni szczęśliwi i żyją w doskonałej harmonii z naturą. Taką właśnie pracę poznaje Justyna Orzelska, kiedy to podczas żniw bierze do ręki sierp i staje w jednym szeregu z mieszkańcami zaścianka. Uświadamia sobie, że to praca właśnie czyni ją wolnym człowiekiem i nadaje sens jej egzystencji. W pracy odnajduje również prawdziwą radość i szczęście. To właśnie praca Bohatyrowiczów w pełni odzwierciedla wartości utylitarne i skierowana jest przede wszystkim na wspólne dobro. Zwolennikiem utylitarnego i nowatorskiego podejścia do pracy jest również syn Benedykta, Witold. Młody student nauk agronomicznych chętnie przebywa wśród chłopów, udzielając im rad i zaznajamiając ich z najnowszymi metodami prowadzenia gospodarstwa i uprawy roli, popiera hasła równości społecznej i dąży do pogodzenia ojca z Bohatyrowiczami. Czym byłby człowiek, jeśli na każdym kroku kierowałby się ideą utylitaryzmu? Na pewno poprawiłby funkcjonowanie społeczeństwa, lecz byłoby to społeczeństwo bardziej podobne do robotów niż istot żywych. Społeczeństwo to robiłoby wszystko, aby swoimi czynami uzyskać jak najkorzystniejsze rezultaty, nawet przy użyciu okropnych środków. To właśnie jest kolejne złe oblicze utylitaryzmu: sprzeczność z etyką i moralnością. Praca w powieści Elizy Orzeszkowej urosła do rangi czynnika, który jest miernikiem wartości bohaterów. Bohaterowie, którzy cenią pracę i dzięki niej przyczyniają się do wspólnego dobra, są zdecydowanie pozytywni i wzbudzają sympatię czytelników. Dla Justyny Orzelskiej praca zyskuje terapeutyczny wymiar – nadaje sens jej życiu i wzbogaca je. „Nad Niemnem” w pełni oddaje poglądy epoki pozytywizmu i jest swoistym hymnem na cześć człowieka pracy. Jest w niej również pewien rodzaj pracowitości, który autorka potępia i bez wahania odrzuca. Jest nią m.in.: pracowitość Dominika Korczyńskiego, który po zesłaniu za udział w powstaniu styczniowym, rozpoczął karierę w carskiej administracji i dzięki niej osiągnął życiową stabilizację, odrzucając swą polskość i ulegając procesowi wynarodowienia. Widać już, że utylitaryzm jest ideą bardzo logiczną, jednakże w niektórych sytuacjach bywa niemoralna.