Kroniki Ocalałych

Mamy obecnie rok 2070. Od czego tu zacząć ? Wydaje mi się że najlepiej od początku. Więc tak , ja jestem Andrei Anton mam 15 lat mieszkam razem z moim najlepszym przyjacielem Ivanem Griszem jest starszy ode mnie o dwa lata starszy. Obydwoje stacjonujemy w Warszawie , no przynajmniej po tym co z niej zostało. Naszym dokładny położeniem jest dzielnica Targówek. Ale do rzeczy w 2069r 20 grudnia rozpętała się pierwsza w historii wojna nuklearna.

Mamy obecnie rok 2070. Od czego tu zacząć ? Wydaje mi się że najlepiej od początku. Więc tak , ja jestem Andrei Anton mam 15 lat mieszkam razem z moim najlepszym przyjacielem Ivanem Griszem jest starszy ode mnie o dwa lata starszy. Obydwoje stacjonujemy w Warszawie , no przynajmniej po tym co z niej zostało. Naszym dokładny położeniem jest dzielnica Targówek. Ale do rzeczy w 2069r 20 grudnia rozpętała się pierwsza w historii wojna nuklearna. Cały nasz świat został zniszczony . Wszystko co znaliśmy obróciło się w proch rodzina , dom , przyjaciele. Ja i Ivan przeżyliśmy do tej pory nie wiem jak. Cała ziemia jest radio aktywna promieniowanie wynosi ok 4.07rad. Wystarczy jeden wdech aby umrzeć na powierzchnie można wyjść tylko w masce przeciw gazowej. Do ubrań mieliśmy ponaszywane płytki ołowiu które zmniejszały promieniowanie.

Wpis 1 01.01.2070r Razem z moim przyjacielem wstałem dziś wcześnie. Jak codziennie dzień zacząłem od porannych ćwiczeń na utrzymanie kondycji. Ubrałem się kiedy nagle usłyszałem dziwny dźwięk, dochodzący zza drzwi naszego domu. Podbiegłem do drzwi z Ivanem wzięliśmy nasze standardowe wyposażenie. Ivan miał karabinek snajperski „Dragunov’’(wyprodukowany w ZSRR w 1963r) „Magnum-44”(wyprodukowany w Stanach w 1955) i jeszcze katana. Ja miałem karabin szturmowy „SCAR-H”(wykonany w Belgi w 2003r) „Desert Eagle”(stworzony w Stanach w 1979) oraz maczetę. Ale do rzeczy Ivan otworzył drzwi a ja ostrożnie się wychyliłem ,na klatce nie było nic oprócz piachu i tynku który odpadł ze ścian. Założyliśmy maski przeciw gazowe i ruszyliśmy w stronę klatki schodowej. Od klatki schodowe dzieliły nas tylko jedne drzwi . Otworzyliśmy je i znaleźliśmy się na klatce , było cicho aktualnie znajdowaliśmy się na 7 piętrze. Uznaliśmy że pójdziemy w dół, dwa piętra niżej leżał pies. Ivan spojrzał na mnie znacząco wiedziałem co mam zrobić. Odbezpieczyłem pistolet i zacząłem iść w stronę zwierzęcia, mój towarzysz w tym czasie wyjął z kabury broń i przeładował. Gdy byłem już obok psa ten skoczył na mnie, nie zdążyłem nic zrobić, i w tym monecie rozległ się przeraźliwy huk a ciało martwego kundla zwaliło mnie z nóg. Ivan oddal precyzyjny strzał prosto w głowę zwierzaka. Krew była wszędzie siedziałem bez ruchu a serce waliło mi niemiłosiernie. Wstałem i szedłem w stronę przyjaciela gdy za moimi plecami pojawiły się trzy dziwne istoty. Puściliśmy się pędem w stronę naszego domu, byliśmy już na 7 piętrze i niewiele myśląc na oślep władowaliśmy się do domu i zasunęliśmy dwie wielkie stalowe zasuwy które trzymały drzwi. Wycelowałem karabin prosto w drzwi i stałem z Ivanem tak przez piętnaście minut. Zrozumieliśmy że już nikogo niema i każdy zajął się swoimi sprawami. Ivan był geniuszem więc zajął się naprawieniem filtra powietrza który sam zbudował i zainstalował . Ja natomiast umyłem zakrwawioną koszulkę i poszedłem naostrzyć maczetę i zakonserwować broń. Roboty było sporo skończyliśmy trochę po południu było około godziny 16.00 robiło się ciemno. Z naszej prowizorycznej lodówki wyjąłem dwie konserwy a z szafki sucharki. Zjedliśmy nasz obiad i pojawił się problem bo zapasów wystarczy tylko na kolację. Uzgodniliśmy że po jedzenie udamy się jutro po zmroku na ulice ze swoich nor wychodzi wiele groźnych stworzeń. Resztę wieczoru leżałem w łóżku i myślałem o starych czasach. Zawsze z Ivanem pragnęliśmy takiego świata, a teraz go dostaliśmy. Dziecięce marzenia się spełniły ale czy tak naprawdę tego chcieliśmy ,życia w ciągłym strachu , opłakiwania naszych rodzin i osób na których nam zależało. Może fakt ten że przeżyliśmy jest swego rodzaju karą za głupie marzenia. Zastanawiam się czego aż tak nienawidziłem w normalnym życiu że chciałem tak gwałtowne zmiany. W tym monecie do pokoju wszedł Ivan, był bardzo podekscytowany a jednocześnie zmartwiony. Nie potrafił wykrztusić z siebie słowa.

Wpis 2 01.01.2070r Ivan podbiegł do mnie i załapał za rękę, wyciągnął z łóżka i pobiegł ze mną do pokoju w którym stało radio które skonstruował z części od zegarka. I wtedy stanąłem jak wryty ,w radiu było słychać głosy które błagały o pomoc. Od razu spytałem przyjaciela czy można z nimi rozmawiać. Ivan odpowiedział że tak ale po 30s stracimy sygnał. Złapałem radio w dłonie i od razu zacząłem pytać o położenie. Moje serce zabiło od razu szybciej i mocniej nikt nie odpowiadał powtórzyłem pytanie. W jakiś magicznych okolicznościach usłyszałem ich położenie, znajdowali się w jednym z budynków obok.
Straciliśmy sygnał powiedział do mnie Ivan gdy próbowałem zadać więcej pytań. Zerwałem się na równe nogi złapałem maczetę i karabin już miałem wyjść z domu gdy on złapał mnie za rękę. I powiedział żebym pomyślał, wyszarpnąłem mu się i odburknąłem że jest idiotą bo możemy uratować człowieka. Ivan patrzył się na mnie z politowaniem i powiedział że martwy im się nie przydam. Byłem wściekły na Ivana ale miał racje, jeżeli wyjdę teraz zginę. Ivan powiedział mi że jak tylko pojawią się pierwsze promienie słonica to od razu tam pójdziemy.
02.01.2070r Wybiła godzina 8.00 było wystarczająco jasno aby wyjść na powierzchnię razem z Ivanem założyliśmy tłumiki na bronie. Wziąłem głęboki oddech i wybiegłem na klatkę dopiero kiedy brakowało mi powietrza założyłem maskę. Gestem ręki pokazałem przyjacielowi gdzie ma iść. On pobiegł na dach aby mnie osłaniać. Ja w tym czasie zacząłem zbiegać po schodach. W przeciągu minuty byłem na dole. Odbezpieczyłem karabin i wybiegłem na powierzchnię jasny promień oślepił mnie wystarczająco bym nie zauważył wyrwy w ziemi. Kiedy w końcu otworzyłem oczy leżałem na dole ok 2m pod ziemią. Powoli i ostrożnie wspinałem się po wystających z betonu drutach ,które znajdowały się na jednej ze ścian. Kiedy byłem już na gaże dałem Ivanowi znać że nic mi nie jest. Rozejrzałem się dokładnie, naprzeciwko mnie były dwa budynki. Z jednego z nich dostaliśmy sygnał ,jednym z tych budynków był sklep a drugim przedszkole. W głowie zaczęły mi się kumulować różne warianty i plany działań ale teraz nie było na to czasu. Nie mogłem się zdecydować ale kiedy miałem już na ślepo wbiec do przedszkola usłyszałem w sklepie przerażający krzyk. Bez planu bez zastanowienia zacząłem biec w stronę sklepu moje nogi pracowały same, ja tylko nadawałem im kierunek krew uderzała mi do głowy. W sklepie było ciemno zapaliłem latarkę która była przymocowano po lufą karabinu. Budynek nie był mały ruszyłem w prawo w kierunku regałów z konserwami ,po mojej lewej usłyszałem szelest. Gwałtownie skierowałem mój wzrok w tamtą stronę ale nic tam nie było. Ruszyłem w tamtą stronę przechodząc między regałami wziąłem przy okazji kilka konserw i sucharków. Zmierzałem w stronę lodówek z mięsem ,w sklepie panowała śmiertelna cisza. Powoli obszedłem ladę i zmierzałem w stronę rzeźni która była na zapleczu. Na ziemi leżało radio , powoli podszedłem w jego stronę nikogo nie było wstałem obróciłem się i zobaczyłem małą dziewczynkę. Była drobna i wychudzona stała z rękami schowanymi za plecami. Miała na sobie podziurawioną czerwonobiałą sukienkę. Zrobiłem krok w jej stronę, a ona zniknęła nagle poczułem okropny ból. Spojrzałem na ramie które mnie zabolało i zobaczyłem ogromne rozcięcie. Odwracając się wymierzyłem karabin przed siebie i on tam stał. Ta sama bestia którą spotkałem z Ivanem na klatce schodowej ,strach mnie sparaliżował nie byłem w stanie się ruszyć. Patrzyłem beznamiętnie jak wielka czarna bestia z oczami lśniącymi czerwienią idzie w moją stronę. Zobaczyłem tylko jak potwór odchyla łapę, a następnie ból bestia przerzuciła mnie przez ladę. Wtedy się ocknąłem, podniosłem karabin i wpakowałem w niego cały magazynek. Wstałem i zacząłem biec w stronę frontowych drzwi. Wyskoczyłem ze sklepu trzymając się za ramię które zaczęło bardzo mocno krwawić , jak by tego było mało ten stwór żył. Krzyknąłem jak najgłośniej się dało -Ivan STRZELAJ !!! Usłyszałem huk a potem zobaczyłem jak stwór pada. Gwałtownie się zatrzymałem i przyglądałem się uważnie ciału, lecz to nie był koniec. To przerażające stworzenie podniosło głowę a następnie resztę ciała nie dowierzałem własnym oczom. -Przecież dostał prosto w oko jaki sposobem stoi na nogach , po raz drugi sparaliżował mnie strach. Zakrwawioną dłonią podniosłem karabin i oddałem kolejny strzał tym razem w serce. Przez głowę przemkną mi głupi pomysł założyłem karabin na plecy i wyciągnąłem maczetę. Niewiele myśląc stawiałem pewne kroki zmierzając w stronę bestii. Była jeszcze daleko ode mnie rozpędziłem się i wyskoczyłem w jej stronę. Z potężną siłą szarpnąłem maczetą , ręka stwora znalazła się na ziemi. Z odciętej koniczyny zaczęła wylewać się czarna maź. Przez chwile stałem i wpatrywałem się w ślepia bestii, i zobaczyłem w nich oczy tej małej dziewczynki a potem ujrzałem tą samą małą istotkę tylko bez ręki. Uleciało ze mnie życie padłem na kolana i wyciągnąłem rękę w jej stronę, i dotknąłem jej policzka. Była zimna jak trup poczułem ból w ręce i ujrzałem jak ta mała dziewczynka pada na ziemię martwa. Moja ręka była przeszyta przez kulę ,do oczu napłynęły mi łzy. Te łzy niebyły spowodowane bólem fizycznym ,umysł mnie zawodził zmysły wariowały. Podniosłem się owinąłem rękę kawałkiem szmaty aby zatrzymać krwawienie. Raz jeszcze spojrzałem na ciało małej dziewczynki, i podążałem powoli w stronę bloku. Łzy bez przerwy napływały mi do oczu, w prawej ręce trzymałem maczetę a lewą tamowałem krwotok z ramienia. Dziś przyczyniłem się do śmierci bezbronnej dziewczynki. Kogo to zemnie czyni? Kim się właśnie stałem?